A teraz do sierpnia
Dziś relacja na gorąco z wyprawy do stolicy oraz opis growych wrażeń z 13 Fantazji, rzekomo przełomowego Darkfalla, pierwszego tomu Zbieracza Burz oraz Summer Wars. Dodatkowo, zgodnie z sugestią z komentarzy pod poprzednią notką usunąłem ramki wokół odpowiedzi na komentarze. Wygląda to teraz bardziej tak, jak chciałem, ale w dalszym ciągu nie jest idealnie. Jeśli będzie mi się chciało/wpadnie mi do głowy dobry pomysł może jeszcze pobawię się opcjami i cssem.
Swoją drogą, nie mogę się doczekać zapowiadanych na piątek 12 stopni na plusie – oby wiosna wróciła na dobre.
Monbushou, część II
Mniej więcej trzy godziny temu wróciłem z części ustnej egzaminu Monbusho (znanej powszechnie jako mensetsu) i oświadczam wszem i wobec, że jestem szczęśliwy i zdycham. Na razie bardziej to drugie, ale kiedy zmęczenie całodniową wycieczką minie, będę już tylko cieszył się z braku stresu, który czułem przez ostatnie… długo. Zrobić więcej nie mogę nic i jak napisałem w tytule notki, pozostaje mi jedynie czekać na ostateczne wyniki do sierpnia.
Wyruszyliśmy z koleżanką z roku (hej Pati~) pociągiem o 8:25. PKP się popisało, miał tylko 5 minut spóźnienia. Sama droga “tam” była raczej monotonna i nie obfitowała w przygody. Te zaczęły się na dworcu Warszawa Centralna, gdzie użyłem mojej legendarnej wręcz orientacji w terenie – w efekcie zgubiliśmy się dwa razy w poszukiwaniu Złotych Tarasów (mimo zapytania o drogę!). Dla osób niezorientowanych w geografii tamtejszej stacji powiem jedynie, że galeria handlowa znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie budynku dworca.
Potem było jeszcze zabawniej, gdyż droga do ambasady japońskiej jedynie w teorii była prosta. Chociaż… Właściwie to w praktyce również była prosta, co bynajmniej nie jest synonimem słowa “łatwa”. Otóż uzbrojeni w dwie mapy ruszyliśmy w całkowicie niewłaściwym kierunku, po czym zawróceni przez sklepikarza (oraz źle przez niego poinformowani) zabłądziliśmy znowu idąc nie tam gdzie powinniśmy. Źródło problemu? Pomyliśmy Aleje Jerozolimskie, wzdłuż których mieliśmy podążać, z ulicami do nich prostopadłymi. Cóż, każdemu może się zdarzyć, prawda?
Kiedy w końcu (po mniej więcej godzinie bezsensownego łażenia) dotarliśmy na miejsce, okazało się, że jesteśmy pierwsi z naszej licznej (8 osób) grupy UJ. Byliśmy na miejscu mniej więcej 20 minut przed czasem i zostaliśmy przez tamtejszego “strażnika” poinformowani, że kiedy zjawią się wszyscy z naszego uniwerku, zaczniemy wcześniej. Jako, że każdy miał nadzieję zdążyć na następny Interregio (15:30), żeby nie wydawać fortuny na Ekspres Intercity (w którym przydzielają nieistniejące miejsca), bardzo się ucieszyliśmy, ale koniec końców i tak wszystko zaczęło się zgodnie z planem, a nawet miało parominutowy poślizg.
[Wtrącenie fana mangi]Na Wydziale Informacji Kultury Ambasady Japonii mają masę książek o Japonii, zarówno po angielsku, polsku jak i japońsku. Do tego stosunkowo dużo mang, które można sobie poczytać. I tutaj niespodzianka – posiadali nawet dwa numery Shounen Jumpa. Niestety nie dane było mi ślinić się i przeglądać je długo, bo “strażnik” poprosił nas o przygotowanie dokumentów, ale jeśli tam wrócę, zdecydowanie skorzystam.[/wtrącenie]
A sam egzamin? Jedną osobę przepytywano mniej więcej przez 5-10 minut. Na początku proszono o self-introduction (tzw. jikoushoukai), a kolejne pytania opierano o jego zawartość. Prawie wszyscy musieliśmy więc próbować wyjaśnić, czemu manga i anime są na świecie popularne oraz czy uważamy, że japoński jest trudny. Powtarzały się również kwestie wymarzonej pracy po skończeniu studiów oraz miejsc które chcielibyśmy odwiedzić w Japonii. Mnie kazano się jeszcze uzewnętrzniać na temat wyobrażeń o typowych Japończykach, hikikomori (o których pisałem licencjat), a także znajomych z Japonii.
Co bardzo mnie zdziwiło, w przeciwieństwie do moich przedmówców nie musiałem mówić czemu chciałbym studiować na tym, a nie innym uniwersytecie w Japonii.
Atmosfera ogólnie bardzo miła, szczególnie z powodu uśmiechniętej i przeuroczej wręcz Japonki, której zachowanie sprawiało, że człowiek od razu przestawał się stresować. Kiedy było już po wszystkim pozostał szybki spacer z powrotem na dworzec – byłem chyba ostatnią osobą z naszej grupy, której udało się zdążyć na wspomniany IR o 15:30. Podróż powrotna przebiegła na rozmowach w miłym, japonistycznym towarzystwie – po przyjściu do domu miałem jednak wrażenie, że zaraz przewrócę się i nie wstanę. Na szczęście jest już lepiej.
O trzymanie kciuków przez pół roku prosić nie będę. Ot, co będzie to będzie, bo chociaż mam wrażenie, że na ustnym poszło mi nieźle to nadziei nie mam i wole nie mieć – ewentualny zawód łatwiej będzie w ten sposób znieść (zresztą, ostatecznie na przyjęcia ma wpływ głównie/tylko część pisemna).
Zbieracz Burz
Wczoraj w ramach przedegzaminowego relaksu skończyłem lekturę pierwszego tom kontynuacji Siewcy Wiatru. Całość zdaje się być jakościowo gorsza od poprzednika. O ile początek jest bardzo dynamiczna i wciągająca, potem, mniej więcej od trzech czwartych robi się trochę nudnawo. Do tego pojawia się narracja w stylu “Kiedy myślałeś, że już nic gorszego nie może cię spotkać [...]“, która niezbyt mi odpowiada. Jako jednorazowy zabieg ujdzie, ale w zbyt dużych ilościach jednak trochę męczy. Drugi tom planuję kupić, ale mam nadzieję, że autorka nie zamierza robić z tego trylogii i zgrabnie zakończy wszystkie wątki już w kolejnej części.
Summer Wars (anime)
W końcu obejrzałem Summer Wars, anime które na ostatnich ważnych targach, czy czymś w tym stylu otrzymało jeśli dobrze pamiętam kilka dość znaczących nagród.
Dla osób lubiących szybkie podsumowania – moim zdaniem to typowy tytuł na 8. Jest dobry, właściwie niezbyt jest się do czego przyczepić (oprócz trochę bzdurnych niektórych pomysłów), ale nie ma w sobie tej iskry geniuszu. Zupełnie jak pewien magiczny indeks…
Summer Wars udało się jednak coś wyjątkowego – ostatnie 3/4 obejrzałem, mimo że wcale nie miałem takiego zamiaru. W pierwszej chwili bowiem sceny w wirtualnej rzeczywistości, gdzie odbywa się część akcji odrzuciły mnie i sprawiły, że planowałem traktować ten tytuł jak dodatek do posiłków. Jednak fabuła stopniowo nabierała rozpędu, a pod koniec z zapartym tchem śledziłem wydarzenia na ekranie.
Zgadzam się jednak z recenzją Enevi, że ciężko wskazać target tej produkcji – poleciłem ją co prawda kilku osobom, ale nie mam pojęcia, czy ich wrażenia będą zbliżone do moich.
Final Fantasy XIII i Darkfall
Dwanaście godzin najnowszej ostatniej Fantazji za mną. Doszło więcej paradygmatów, Eidolony, ale rura wciąż ta sama. Bieganie w dwuosobowych drużynach jest o tyle irytujące, że nie pozwala w pełni wykorzystać wzajemnego uzupełniania się różnych klas postaci, a do tego bardzo spłyca kolejne starcia. Mam nadzieję, że ekipa szybko znowu się zejdzie, bo wtedy zdecydowanie zrobi się o wiele ciekawiej – para Hope i Lightning to jednak nie szczyt marzeń.
Z innej beczki… Przed chwilą miałem przyjemność (?) wypróbować najbardziej nietypowego mmorpga na rynku – Darkfalla Online. Oferuje graczom full loot open pvp, czyli utratę wszystkich przedmiotów po śmierci i możliwość zabijania się gdziekolwiek bądź. Ganki są ponoć na porządku dziennym i trzeba mieć oczy dookoła głowy.
Pierwsze wrażenia są niezbyt pozytywne. Całość odstaje trochę od obecnych standardów pod względem grafiki, a interfejs wygląda na dość toporny. Sterowanie jest o tyle nietypowe, że przypomina bardziej FPP/TPP niźli RPG. Traktowałbym to bardziej jako zaletę, ale odnoszę wrażenie, że wykonanie pozostawia wiele do życzenia.
Z ostatecznym osądem powstrzymam się jednak do kolejnego podejścia, bo pierwsze skończyło się po mniej więcej 15 minutach, kiedy zabił mnie przypadkowy goblin.
Ciekawostka: (by Mai)
Psychologowie twierdzą, że jedną z funkcji smutku jest leczenie zawodów miłosnych. A dokładniej leczenia się z uzależnienia emocjonalnego w stosunku do osób oraz rzeczy, których nie możemy mieć.
Zapytania:
Brak.
Spokojnej końcówki tygodnia i weekendu
Keii
PS: Avatar przedstawiający Yuriego z Tales of Vesperia (to nie kobieta) jest autorstwa Crofe.

March 17th, 2010 at 22:24
Pogratulować orientacji w terenie ;D
Serio, ja pewnie nawet nie umiałabym się wydostać z dworca ;P
“do osób oraz rzeczy, których nie możemy mieć.”
Osoby nie można mieć. Można “być z”. A przynajmniej taki jest mój pogląd.
A to, że nie potraktowano Cię takim zestawem pytań jak przedmówców, to chyba tylko dobry znak ;)
[Reply]
Keii Reply:
March 17th, 2010 at 22:27
Też jestem zwolennikiem “być”, ale patrząc na to czego się chce, jednak użyte sformułowanie wydaje mi się trafniejsze.
Wszystkie pytania się nie powtarzały, każdy coś swojego miał – oprócz tego była po prostu wspólna pula :)
[Reply]
March 17th, 2010 at 22:28
Heh :] a mówią, że kobiety zamęt wprowadzają w życiu ;) a tu proszę ;>
[Reply]
March 17th, 2010 at 23:24
Twój dworcowy fail był mocno… em, failowy.
Wybacz za mało rozbudowany komentarz, ale zdycham z powodu własnej głupoty i zapominalstwa.
[Reply]
March 18th, 2010 at 00:06
Lol, nieźle, że nie dotarłeś na Złote Tarasy. Tam się da dotrzeć bez wychodzenia na zewnątrz z podziemi. Ale spoko ja przez parę lat nie potrafiłem się połapać na dworcu w Wawie, dopiero jakoś ostatnio się nauczyłem, więc to pewnie cecha tego miejsca :p
[Reply]
Keii Reply:
March 18th, 2010 at 00:32
Uściślijmy – dotarliśmy do Tarasów, tylko wcześniej dwa razy poszliśmy w złą stronę :P
[Reply]