logo
 

3D czar

wyczesany11Dzisiejszy wpis nie jest właściwą poświąteczną notką, służyć ma raczej podsumowaniu wrażeń po wersji 3D Avatara, czyli wielomilionowej produkcji, która o ile dobrze pamiętam miała zrewolucjonizować filmy w ogóle.

Dla osób, które nie lubią czytać długich wywodów – nie udało jej się to.

Mniej więcej godzinę temu wróciłem z seansu w Katowickim IMAXie, więc postaram się na świeżo opisać wrażenia (bez spoilerów).
Pierwsza rzecz, którą warto zwrócić uwagę, jest potraktowanie po macoszemu osób, które noszą okulary. Rozumiem, że jeśli jedynym sposobem na cieszenie się efektami jest ubranie magicznych 3d gogli, ciężko wymyślić coś innowacyjnego, ale IMAXowa para patrzałek mogłaby mieć taki kształt, żeby w ogóle nie kolidowały ze zwykłymi albo przynajmniej nie wrzynały się tak potwornie w uszy. Niestety, nie było w 100% wygodnie, ale dało się przeżyć. Inna sprawa, że w trakcie seansu nie było żadnej przerwy, co zaowocowało bólem głowy pod jego koniec – ponoć w kinach na przykład austriackich mniej więcej w środku widzowie mają moment odpoczynku, żeby nie opuścić sali z bólem głowy.
Tyle narzekania ogólnego. Z drugiej strony ekran był naprawdę ogromny co w połączeniu z trójwymiarem potęgowało wrażenie “bycia w centrum zdarzeń”. Poza tym jeśli ktoś chce wybrać się na Avatara, szczerze polecam wersję trójwymiarową, bo pójście na zwykłą moim zdaniem mija się z celem.
Graficznie jest pięknie. Fakt, jest sztucznie, ale dokładnie tak, jak sztucznie być miało. Zarówno Na’vi, roboty, statki, rośliny i dziwaczna flora Pandory zrobione są z ogromną dbałością o szczegóły i tak naprawdę nie ma się czego czepiać.
Z drugiej strony, jeśli chodzi o fabułę… Nie spodziewałem się niczego na miarę nawet średnio dobrej powieści i zgodnie z przewidywaniami niczego takiego nie otrzymałem. Chociaż spotkałem się z pozytywnymi opiniami, to dla mnie całość była raczej do oglądania niż przeżywania, chociaż parę ciekawych momentów się znalazło, owszem.
Czy warto iść? Jeśli lubicie oglądać produkcje efekciarskie, to zdecydowanie tak, ale koniecznie na wersję 3D (jeśli nie mieliście wcześniej styczności z tą technologią, to tym bardziej).
Czy Avatar w jakikolwiek sposób zrewolucjonizował kino? Wydaje mi się, że nie. Fabularnie na pewno, a tworzenie filmów w dwóch wersjach prawdopodobnie w dalszym ciągu jest na tyle drogie, że nie będzie brane pod uwagę w przypadku filmów innych niż murowane hity.

Ciekawostka: (by Rynn)
Niektóre gatunki kleszczy mogą nie jedząc czaić się na zdobycz nawet przez 18 lat.

Zapytania:
Bieda taka, że poczekam z wrzuceniem ich do pełnoprawnej poświątecznej notki, licząc na to, że dojdzie coś ciekawego.

Wesołego ostatniego wieczoru świąt
Keii

PS: Wyczesany avatar prezentujący jak bardzo 3D > nie 3D (tak, on miał tak wyglądać) jest autorstwa Irin.
PS2: Za towarzystwo (i pomoc) przy odbiorze biletów dziękuję Ravenowi, bo inaczej nie da mi żyć na gg.

10 Responses to “3D czar”

  1. anb Says:

    No to dalej nie rozumiem hype’u na Avatara.

  2. Sqll Says:

    @anb: a rozumiesz hype 2012? byłem, nie usnąłem tylko ze względu na towarzystwo, a ludzie do dzisiaj na to walą tłumami ;] Tu przynajmniej efekty się zapowiadają nieźle, tam nawet wizualnie było do dupy x]

  3. Adam Says:

    A ja nie lubię słowa “hype”

  4. grozza Says:

    narzekania ogólne mnie lekko rozwaliły, brakuje mi jakiś opinii czy podłokietniki nie były za niskie i czy aby czasem coś się w d*pę w imaxowym fotelu nie wrzynało ;)
    ale olewając już moje niepotrzebne nabijanie się z kinowej meteopatii powiem tylko, że brakuje mi Keii’u jakiegoś drobnego spoilera o efektach 3d w stylu “i wtedy spadł na nich taki srogi meteor, którym i ja myślałem, że zarobię w dziób”. na pewno przedstawienie jednego efektu całego filmu nie zepsuje, ale da odpowiedź czy nabrałeś się na mega zajebeisty efekt 3d.

  5. Keii Says:

    Lechu, kinowa meteopatia czy nie, jeśli ma się okulary trzeba się przygotować, że będzie się czerpało z oglądania po prostu mniejszą przyjemność, chociażby przez częściowy blur przez większość czasu.
    Co do samego 3D, nie było ono takie “całkowite”, jak w produkcjach stricte imaxowych, czyli zasadniczo na widza raczej nic nie leciało, a w paru momentach jedynie coś wydawało się być bardzo blisko twarzy. Chodzi raczej o “głębie” filmu.

  6. Hinata Says:

    A tak się cieszyłam na to wyjście do kina… :(
    Zepsułeś mi dzień dziecka :P

  7. Vanille Says:

    A mi się Avatar podobał XD nie na zasadzie “omg klękajcie narodu takiego filmu nigdy nie było”, tylko efekty specjalne były śliczne, fabuła pomimo jechania na bardzo oczywistych kliszach i tak dawała radę i powiem szczerze że się wczułam :P

    Poza tym podobało mi się, jak oddali latanie na tych smokozaurach.

    I w olsztyńskim kinie z kolei okulary 3D były strasznie wielkie i jak ruszyłam głową to spadały XD

  8. Keii Says:

    Mi może podobałby się bardziej, gdybym był tego dnia w lepszym nastroju, a tak to zupełnie się wczuć nie potrafiłem i mnie dużo rzeczy w filmie wkurzało ;D

  9. Kazeko Says:

    Ten film to jest po prostu drugie stadium imaxa. Pierwsze to zero treści, same efekty. Drugi to “udajemy, że ma treść”, ale i tak chodzi o efekty. Może to się jeszcze rozwinie w coś sensownego z czasem, kto wie. :)

  10. Keii Says:

    Raczej stadium “filmów 3d”, bo same IMAXy padają jak muchy :P