Zapomniane “Eureka!”
Sunday, March 14th, 2010
Nie chodzi bynajmniej o Archimedesa i jego wannę, tylko grę Ace Attorney Investigations: Miles Edgeworth, o której chciałem napisać napisać od razu po jej przejściu, czyli niespełna miesiąc temu. Zaawansowana skleroza, lenistwo i brak czasu skutecznie mi to jednak uniemożliwiły, za co przepraszam.
WAŻNA INFORMACJA
Jeśli weszliście na podstronę z komentarzami zapewne zauważyliście, że dodana została możliwość komentowania zagnieżdżonego (czyli odpowiedzi na czyiś komentarz). Za pomoc w modyfikacjach pluginu dziękuję tilkowi, a za zasugerowanie wtyczki i inspirację – Crofe. Oby komentarzy dzięki temu przybyło.
Edit: Ustawilłem, żeby zagnieżdżanie działało 10 komentarzy “wgłąb” oraz dodałem powiadomienia mailowe o odpowiedzi na swój komentarz.
Życiowo
Poza tym wszystko w miarę w porządku. Prowadzenie zajęć, o którym pisałem poprzednio nie poszło tak źle jak się obawiałem. Głównie dlatego, że zadanie “tymczasowego wykładowcy” polegało głównie na mówieniu innym co mają zrobić, a potem kiwaniu głową po wysłuchaniu odpowiedzi.
Edit: Cóż, jak to mówią: “nie chwal dnia przed zachodem Słońca”. Właśnie otrzymałem maila, w którym znajdują się instrukcję jak prowadzić zajęcia, żebyśmy to my więcej tłumaczyli. Dobrze, że mojej części tekstu zostało bardzo mało.
Stres w związku ze środą gdzieś tam sobie jest, ale na szczęście udało mi się go zepchnąć do podświadomości i nie przeszkadza w codziennych czynnościach. Zdaję sobie sprawę, że we wtorek i środę rano będę zapewne chodził po suficie, ale taka jest cena “szansy”. Dziękuję również za pozostawione poprzednio w komentarzach słowa otuchy. Oby faktycznie otrzymanie szansy wyjazdu okazało się tak bezproblemowe jak twierdzi całe moje otoczenie.
Jedna rzecz bardzo mnie cieszy – po zrobieniu ksera paru dokumentów i przyklejeniu zdjęć na podania będę miał spokój z papierkową robotą. Mam nadzieję, że niczego nie poknociłem, ale zważywszy na to, ile razy to wszystko było sprawdzane, jestem raczej spokojny.
Ogólnie weekend był raczej spokojny. Odwiedziny znajomych z czasów licealnych zawsze są przyjemne – tak było i tym razem. Na szczęście w efekcie do bezpiecznego poziomu opadło moje poczucie irytacji na cały świat, które rosło przez cały ostatni tydzień. Niestety integrować się zbytnio nie miałem możliwości, gdyż byłem (jestem) lekko podziębiony, ale i tak nie narzekam.
Jeśli chodzi o wspominany stan przedchorobowy (obym się mylił), mam nadzieję, że przy pomocy miodu i imbiru uda mi się go zwalczyć do środy.
Growo
Jeśli nazwisko Wright nie jest Wam obce, zapewne znacie również Edgewortha. Genialny prokurator, który nie przegrał żadnej sprawy w sądzie (do czasu aż gracze dostali w swoje ręce pierwszą część serii Ace Attorney, która ukazała się na GBA, PC, Wii, DSa, a obecnie “robi się” konwersja na iPhone’a). Odziany w charakterystyczny różowym fioletowym strojem ulubieniec większości graczy płci żeńskiej otrzymał swoją własną grę, zatytułowaną Ace Attorney Investigations: Miles Edgeworth. Miało to co prawda miejsce dość dawno temu, ale dopiero niecały miesiąc temu ukazała się ona po angielsku, zdecydowanie poszerzając grono odbiorców.
Na początek najważniejsze – tak, w dalszym ciągu jest ciekawie, zabawnie, a sprawy potrafią trzymać w napięciu. Całkowicie wyeliminowano z rozgrywki sprawy sądowe, a praktycznie cała akcja odbywa się w miejscu zbrodni i okolicach. Mimo to, oprócz dodania systemu logiki (i wyrzucenia bezsensownych moim zdaniem “psyche locków”), który pozwala na kojarzenie zdobytych informacji w celu dojścia do nowych wniosków oraz zmianie sposobu eksploracji na bardziej przypominający przygodówki point’n'click, ogólny “feeling” pozostał ten sam.
Czy warto od tej części zaczynać przygodę z serią Ace Attorney? Raczej nie. Co prawda nowi gracze nie powinni się zgubić, gdyż wyjaśnienie systemu rozgrywki jest bardzo łopatologiczne, to jednak nieznajomość znanych z poprzednich odsłon postaci odbiera grze dużo uroku. Aluzji jest mnóstwo – jak chociażby o wspominanych psyche lockach, przez co jednak tym bardziej boli fakt, iż Wright pojawia się jedynie w luźnych wzmiankach.
Jeśli miałbym się jeszcze do czegoś przyczepić, byłaby to ostatnia sprawa. Sprawiała wrażenie wydłużonej na siłę i nie miała takiego “kopa” jak we wszystkich poprzednich częściach, gdzie naprawdę zdarzały się momenty, kiedy rozwój akcji śledziło się z zapartym tchem. Investigations nie jest bynajmniej grą złą – polecam ją wszystkim zDSowanym, a szczególnie fanom serii Ace Attorney. Dobrze jest po raz kolejny ujrzeć znajome twarze i znaleźć się po drugiej stronie barykady.
Teraz trochę Finalowo. Po pierwsze, jeśli nigdy nie graliście w Final Fantasy XI, a z jakiegoś powodu chcielibyście nadrobić tę zaległość, do jutra macie okazję. Przyznam, że sam skusiłem się na nowe konto z dodatkami, addon scenarios i darmowym miesiącem, nawet jeśli wymagało to ponownej instalacji Steama (przy okazji okazało się, że gry które kupiłem wróciły na swoje miejsce, miło). Swego czasu zastanawiałem się nad reaktywacją konta, ale nie chciałem robić tego głównie dlatego, że z dokupieniem dodatku wyszłoby za drogo jak na tytuł, któremu zapewne nie poświęcę już zbyt dużo czasu – w promocji wyszło mnie to taniej. Połowę soboty spędziłem co prawda na próbach uruchomienia japońskiego IME w japońskim kliencie, ale w końcu się udało i jak to zwykle bywa, rozwiązanie problemu, którego nie da się znaleźć na przeróżnych forach związanych z grą daje satysfakcję.
Teraz tylko znaleźć jakiś japoński linkshell i można pobawić się w szkolenie języka do czasu premiery FF XIV (swoja drogą, pojawiły się już oficjalne informacje o klasach i systemie w tymże).
Z numerków wyższych niż 11, pograłem parę godzin w część XIII. Biegania po rurze ciąg dalszy, ale przynajmniej otrzymałem dostęp do możliwości zmiany paradygmatów (zmiana klas członków drużyny w czasie rzeczywistym) oraz systemu “poziomów” – biedniejszej wersji znienawidzonych sfer z części X, czyli Crystarium. Co do tego ostatniego zarzut mam podobny jak w części poprzedniej – irytuje mnie strasznie konieczność grzebania w menu po każdej walce, bo “a nuż komuś mogę dać nowy skill”. Historia w dalszym ciągu rozwija się dość leniwie, ale przynajmniej drużyna jest już prawie w komplecie, może niedługo fabuła dostanie kopa. Przyczepić nie mogę się za to do grafiki. Tła prześliczne, postacie takoż. Nad wstawkami już się rozpływałem, zdanie podtrzymuję.
A w Bad Company 2 w dalszym ciągu mam beznadziejne ratio i nie umiem grać snajperem…
Ciekawostka:
By oczy nie łzawiły podczas krojenia cebuli, warto włożyć ją zawczasu do lodówki. Innym sposobem jest trzymanie w ustach zapałki (koniecznie siarką na zewnątrz), ponoć pomaga.
Zapytania:
czy sa juz hacki do battlefield bad company Mam szczerą nadzieję, że nie.
gry w kturych się zakłada konta chodzi się lalkami
I tyle…
Owocnego tygodnia
Keii
