<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>dotMemories</title>
	<atom:link href="http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories</link>
	<description>Think outside the box</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Sep 2010 21:50:10 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>To chyba normalne, prawda?</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=748</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=748#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Sep 2010 18:40:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=748</guid>
		<description><![CDATA[Powyższe słowa to moja reakcja po włączeniu Speedfana, gdzie wartości temperatur wszystkich czterech rdzeni procesora wynosiły circa sto stopni. Jakim cudem procesor mi się nie spalił nie mam pojęcia, ale chyba należy to wrzucić do worka z sytuacjami gdzie miałem więcej szczęścia niż rozumu. Cała historia wyglądała zaś następująco&#8230; Wszystko zaczęło się od StarCrafta II [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Powyższe słowa to moja reakcja po włączeniu Speedfana, gdzie wartości temperatur wszystkich czterech rdzeni procesora wynosiły circa sto stopni. Jakim cudem procesor mi się nie spalił nie mam pojęcia, ale chyba należy to wrzucić do worka z sytuacjami gdzie miałem więcej szczęścia niż rozumu. Cała historia wyglądała zaś następująco&#8230;</p>
<p>Wszystko zaczęło się od StarCrafta II i dziwnego zamulania, które pojawiało się w kolejnych meczach 2v2 i 4v4 dużo wcześniej niż zwykle (to znaczy przed osiągnięciem przez graczy masy krytycznej jednostek). Myślałem, że to znowu Blizzard coś popsuł i za parę dni, po cotygodniowym maintenance Battlenetu wszystko wróci do normy. Nie wróciło. Druga myśl &#8211; &#8220;wirus&#8221;. Niestety, skany antywirusowe, antyspyware&#8217;owe i cała reszta zabiegów konserwacyjnych, włącznie z czyszczeniem rejestru i wywaleniem niepotrzebnych usług systemowych nie przyniosły absolutnie żadnych rezultatów. Wtedy poważnie się zaniepokoiłem.</p>
<p>Podejrzenia, że coś może być nie tak ze sprzętem, pojawiły się kiedy beta Final Fantasy XIV chodziła płynnie przez pierwsze 30 sekund po włączeniu, a następnie ilość klatek na sekundę spadała mniej więcej trzykrotnie. Pozbawiony innych opcji sięgnąłem do programu sprawdzającego temperaturę poszczególnych podzespołów komputerowych, o którym pisałem wyżej. Nie wierząc w to co widzę, sprawdziłem jeszcze trzy inne, ale wartości wszędzie były podobne. Sto stopni na wszystkich rdzeniach. Pomyślałem, że może to najzupełniej normalne &#8211; nowe procesory grzeją się na pewno dużo intensywniej niż ich dziadkowie, osiągający temperatury rzędu 30-40°C. A przynajmniej tak mi się wydaje, ostatni raz sprawdzałem to mniej więcej 10 lat temu. Niestety, <a href="http://www.angrydwarfs.com/">SkyAce</a> bardzo szybko wyprowadził mnie z błędu &#8211; według producenta, ~60°C powinno być szczytem gorąca mojego procesora.</p>
<p>Stało się jasne, że bez rozkręcania komputera się nie obędzie, więc czym prędzej wyłączyłem go i zajrzałem do środka. Ok, wentylator jest na widoku. Tylko jak to cholerstwo się wyjmuje&#8230; Po parunastu minutach siłowania się z zatrzaskami miałem w rękach <a href="http://nippun.aevi.pl/dotmemories/wp-content/uploads/2010/09/wentylator.jpg">wiatrak z radiatorem</a> (bo ta siatka to chyba radiator, prawda?). Wszystkie szczeliny bardzo szczelnie pokryte były kurzem nie dopuszczając do jakiejkolwiek wymiany ciepła. Szybko przedmuchałem całość sprężonym powietrzem i zabrałem się do ponownego montowania tego ustrojstwa na procesor. Pech chciał, że nie przeanalizowałem wystarczająco dokładnie mechanizmu działania trzymających wentylatora zatrzasków i jeden z nich ułamał się, uniemożliwiając przymocowanie chłodzenia całkowicie na sztywno. Trzymało się jednak dość pewnie &#8211; miałem nadzieję, że właśnie po męsku poradziłem sobie z problemem.<br />
Niestety, myliłem się. Prawdopodobnie winny był owy złamany zatrzask oraz brak pasty przewodzącej ciepło. Tak czy inaczej, temperatury zostały takie same, czyli 54°C kiedy nic nie robiłem i 100°C w tak zwanym &#8220;stresie&#8221;.</p>
<p>Następnego dnia odwiedziłem wszystkie sklepy komputerowe w mieście. W X-Komie polecono mi <a href="http://www.x-kom.pl/p/10035-chlodzenie-do-procesora-arctic-cooling-freezer-7-pro-rev2-1366-1156-775-939-am2-am3.html">Arctic Cooling Freezer 7 Pro REV.2</a>. Jako że nie planowałem oszczędzać na tym zakupie, złożyłem zamówienie &#8211; wentylator dostarczony miał zostać dopiero na poniedziałkowe popołudnie. Zniechęcony perspektywą czterech dni bez gier na PC, szczególnie kiedy w sobotę odbyć miał się <a href="http://sc2.liga.procpu.pl/news/pokaz/170/">turniej StarCrafta II</a> (pierwszą rundę &#8220;wygrałem&#8221; z powodu braku przeciwnika, w drugiej zaś odniosłem sromotną porażkę) skierowałem się w stronę domu. Po drodze przypomniałem sobie jednak, że przecież w odległości 20-40 minut jazdy autobusem jest klika centrów handlowych, więc czemu by nie poszukać odpowiedniego chłodzenia tam. Ostatecznie wentylator dostałem w swoje ręce wieczorem &#8211; kupił go wracający tego dnia do domu Deep w krakowskim <a href="http://www.komputronik.pl/index.php/product/83331/Podzespo_y_PC/Ch_odzenie/Arctic_Cooling_Freezer_7_Pro_REV_2.html">Komputroniku</a> za 30 zł mniej niż miałem zapłacić w X-Komie (jeszcze raz dzięki). Pomyśleć, że zawsze uważałem Komputronik za jeden z tych sklepów, w których zdzierają jak tylko się da&#8230;</p>
<p>Po zainstalowaniu Freezera 7 (tym razem bez łamania plastikowych części) przedział temperaturowy przesunął się z 54-100°C do 39-54°C. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.<br />
Morał z tej historii jest następujący &#8211; należy regularnie odkurzać komputer, bo jeszcze coś w środku się spali. Idealnie nadaje się do tego sprężone powietrze. Tak, w przypadku laptopów również, chociaż tam często trzeba kombinować, by dostać się do środka.</p>
<p><strong>Ciekawostka:</strong><br />
Przeciętna amerykańska rodzina zużywa dziennie 35 razy więcej wody niż przeciętna rodzina afrykańska.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=748</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Burza i po burzy</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=746</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=746#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Sep 2010 12:25:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=746</guid>
		<description><![CDATA[Dziś post monotematyczny, bo i czasu do wyjścia nie ma zbyt wiele. W piątek ukazał się długo wyczekiwany drugi tom Zbieracza Burz Kossakowskiej, będącego sequelem Siewcy Wiatru tejże autorki. W tomie drugim i (na szczęście &#8211; nie lubię cykli) ostatnim poznajemy koniec historii związanej z dość kłopotliwym rozkazem Światłości, który wypełnić ma Daimon Frey aka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś post monotematyczny, bo i czasu do wyjścia nie ma zbyt wiele. W piątek ukazał się długo wyczekiwany <a href="http://ksiazki.polter.pl/Zbieracz-Burz-Tom-2-oprawa-miekka-n28478">drugi tom Zbieracza Burz</a> Kossakowskiej, będącego sequelem <a href="http://bs.tawerna.rpg.pl/Siewca-Wiatru-8211-recenzja-a215.php">Siewcy Wiatru</a> tejże autorki.<br />
W tomie drugim i (na szczęście &#8211; nie lubię cykli) ostatnim poznajemy koniec historii związanej z dość kłopotliwym rozkazem Światłości, który wypełnić ma Daimon Frey aka Abaddon. O poprzedniej części <del datetime="2010-09-05T12:07:52+00:00">chyba</del> <a href="http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?m=20100311">już pisałem</a> (<a href="http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?m=20100317">tu</a> wspomniane wrażenia po lekturze).<br />
Kontynuacja jest ciekawsza, ale w dalszym ciągu męczy pojawiająca się zdecydowanie zbyt często narracja pierwszoosobowa, która na domiar złego w przypadku prawie wszystkich postaci ma dokładnie ten sam depresyjny nastrój. Całość jest jednak dużo bogatsza w akcję i zawiera na szczęście więcej walki niż uciekania. Żałuję bardzo, że przez dziwną politykę Fabryki Słów tom został poszatkowany na dwa kawałki, gdyż Zbieracz tylko na tym stracił. Tak czy siak, dla fanów Siewcy pozycja obowiązkowa. Cała reszta niech lepiej najpierw zapozna się z pierwowzorem, który jak dla mnie pozostaje jedną z lepszych książek fantasy, jakie czytałem.</p>
<p>Aktualnie zaś na tapetę książkową biorę wygraną w konkursie sklepu amazonka.pl <a href="http://www.amazonka.pl/galeria-dla-doroslych_feliks-w-kres,99901592277.bhtml">Galerię dla dorosłych</a> Kresa. Czysty przypadek sprawił, że dostałem ją w swoje ręce po uprzednim zignorowaniu jej podczas zeszłotygodniowej wizyty w księgarni. Zbieg okoliczności jest o tyle szczęśliwy, że <a href="http://www.esensja.pl/ksiazka/prezentacje/tekst.html?id=1924">Galeria złamanych piór</a> tego autora była zdecydowanie najlepszym para-poradnikiem pisarskim, z jakim miałem styczność, a lekturę wspominam bardzo dobrze.</p>
<p>W poniedziałek powinna w końcu dojść pocztą <a href="http://www.runa.pl/ksiazki/106-Pakiet-YGGDRASILL.html">tylogia Yggdrassil</a>, ponoć bardzo dobre polskie hard-sf. Przeczytamy, zobaczymy.</p>
<p>Następna notka, która powinna pojawić się w przeciągu kilku dni dotyczyć będzie moich stustopniowych przygód z procesorem oraz trwającej w bólach bety Final Fantasy XIV. Stay tuned.</p>
<p><strong>Ciekawostka:</strong><br />
Samice świetlików często nie potrafią latać, gdyż mają zbyt krótkie skrzydła.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=746</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Osobliwość ze szczyptą Pokonywania</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=743</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=743#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Sep 2010 15:38:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=743</guid>
		<description><![CDATA[Osobliwość Ponieważ Killzone 2 okazał się niezbyt dobrym początkiem mojej przygody z konsolowymi FPP, postanowiłem na razie pomysł walki ze sterowaniem porzucić. Jako, że apetyt na FPSy pozostał niezaspokojony, a w większość dobrych tytułów z tego gatunku które pojawiły się na rynku przez ostatni rok grałem, długo szukałem gry, którą mógłbym wziąć na warsztat. Koniec [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><b>Osobliwość</b></p>
<p>Ponieważ Killzone 2 okazał się niezbyt dobrym początkiem mojej przygody z konsolowymi FPP, postanowiłem na razie pomysł walki ze sterowaniem porzucić. Jako, że apetyt na FPSy pozostał niezaspokojony, a w większość dobrych tytułów z tego gatunku które pojawiły się na rynku przez ostatni rok grałem, długo szukałem gry, którą mógłbym wziąć na warsztat.<br />
Koniec końców zdecydowałem się na spróbowanie <a href="http://www.gamerankings.com/pc/956435-singularity/index.html">Singularity</a>. Pojawiło się całkiem niedawno i zebrało niezłe oceny. Co prawda stwierdzenia, że to nieślubne dziecko Bioshocka nie nastrajały zbyt optymistycznie, ale o prawdziwości tych za chwilę.<br />
Fabuły spoilerować nie będę &#8211; wszystko obraca się wokół odkrytego przez Rosjan pierwiastka E99 będącego najlepszym źródłem energii, jakie kiedykolwiek odkryto. Niestety dorwał się do niego zły dyktator, więc musimy wybrać się na wycieczkę do przeszłości, by go powstrzymać. W grze pełno jest stylizowanych na propagandowe filmów (jak w Bioshocku), porozrzucanych tu i ówdzie notatek i taśm z nagraniami (ponownie &#8211; jak w Bioshocku). Terenem działań jest &#8220;opuszczona&#8221; wyspa, będąca miejscem odciętym od świata (Bioshock). Walczymy zarówno z ludźmi jak i potworami, a przez pierwsze 15-20 minut gry czujemy się jak zaszczuta zwierzyna (również jak w Bioshocku). Niestety czar niepewności co spotkamy za następnym zakrętem pryska, kiedy dostajemy w łapy karabin (z samym pistoletem jest jeszcze trochę strasznie) i z ofiary stajemy się łowcą.<br />
Na raz możemy mieć przy sobie jedynie dwie bronie, a ekwipunek zmieniamy w rozrzuconych po wyspie magicznych szafach. Tak, zdaję sobie sprawę, że to futurystyczne zbrojownie, ale sposób ich działania, czyli możliwość upgrade&#8217;u na miejscu, dokupowanie pocisków itp. to jak dla mnie po prostu czary. Arsenał jest dość typowy, chociaż &#8220;Seeker&#8221;, czyli giwera pozwalająca sterować pociskiem (wszystko zwalnia, a przeciwnicy są podświetleni) jest całkiem przyjemnym bajerem. W ogóle abstrahując już od tego, że rękawica będąca głównym gadżetem pozwala na zabawy czasem, moc tę ma również snajperka &#8211; lewym shiftem włączamy slowmo i bez większych problemów czyścimy całą planszę z przeciwników.<br />
Drugim rodzicem Singularity jest Half Life 2. Z tego tytułu nowa gra Activision ukradła wyeksploatowanego już do granic możliwości gravity guna oraz (<b>spoiler</b>) zakończenie, gdzie nasza zabawka zostaje maksymalnie podładowana i przez fale przeciwników przechodzimy jak przez masło (<b>koniec spoilera</b>). Niestety, pistolet grawitacyjny w Osobliwości jest wykorzystywany właściwie tylko do jednej zagadki, powtarzanej do znudzenia. Kiepsko.<br />
Reasumując &#8211; gra jest krótka i nie wybija się ponad przeciętność. Nie jest zła, zabawy z czasem umożliwiają pokazanie sytuacji bardzo mieszających w głowie gracza, ale zdecydowanie czegoś jej brakuje. Kopiowanie najlepszych (chociaż moim zdaniem samemu Bioshockowi do najlepszych też jest dość daleko) nie wystarczy, żeby stworzyć coś wybitnego.<br />
Muszę jednak przyznać, że Singularity ma u mnie ogromnego plusa &#8211; minigun jako normalna, a nie &#8220;specjalna&#8221; broń to bardzo miły smaczek.</p>
<p><b>Pokonywanie</b></p>
<p>Czym zaś jest tytułowe &#8220;Pokonywanie&#8221;. Otóż, panie i panowie, chodzi o <a href="http://www.gametrailers.com/game/vanquish/12653">Vanquisha</a>, czyli najnowszą futurystyczną strzelankę od twórców Bayonetty. Demo ukazało się w nocy na amerykańskim Playstation Store, a zdążyłem przejść je już dwa razy. I zapewne wrócę do niego kilkukrotnie, gdyż premiera pełnej wersji będzie miała miejsce dopiero 22.10. Pierwsze wrażenie z zabawy &#8211; dynamika przez duże &#8220;d&#8221;. Wszystko dzieje się szybko, niekiedy w powietrzu latają setki pocisków, a gracz jest w stanie niesamowicie szybko przejechać na kolanach (sic!) od jednej do drugiej krawędzi pola walki w paręnaście sekund. Poza tym zapomnijcie o okazyjnym zamulaniu, długich loadingach i grafice gorszej niż na X360 w Bayonecie. Tutaj wszystko wygląda i rusza się przepięknie. Do tego dochodzi całkiem pokaźny arsenał broni, możliwość samoczynnego zwolnienia czasu, automatyczny bullet time kiedy mamy krytycznie mało energii oraz ogromni bossowie. Nie ukrywam, nie spodziewałem się, że gra aż tak mi się spodoba &#8211; do tego strasznie zdziwiłem się, że celowanie nie sprawia mi najmniejszych problemów. Jeśli macie PS3/X360 jak najszybciej ściągajcie wersję próbną i sami przekonajcie się, czy przesadzam.</p>
<p><b>Ciekawostka:</b><br />
Prawdopodobieństwo tego, ze na Wasz dom spadnie meteor wynosi 1:182&#8217;138&#8217;880&#8217;000&#8217;000.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=743</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mistrz oc i różności z PS3</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=740</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=740#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Aug 2010 17:16:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=740</guid>
		<description><![CDATA[Zaskoczeni tak szybką aktualizacją? Ja też. Powodem jest głównie potrzeba uzewnętrznienia się tekstowo, plus świadomość, że jeśli materiału do opisania nazbiera się więcej, znowu rok będę próbował usiąść do pisania. Dzisiaj moja przygoda z overclockingiem, wrażenia z tragicznie krótkiego Ratchet &#038; Clank Future: Quest for Booty oraz minimalnie dłuższego Shanka. OC, czyli jak failnąć Premiera [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zaskoczeni tak szybką aktualizacją? Ja też. Powodem jest głównie potrzeba uzewnętrznienia się tekstowo, plus świadomość, że jeśli materiału do opisania nazbiera się więcej, znowu rok będę próbował usiąść do pisania. Dzisiaj moja przygoda z overclockingiem, wrażenia z tragicznie krótkiego Ratchet &#038; Clank Future: Quest for Booty oraz minimalnie dłuższego Shanka.</p>
<p><b>OC, czyli jak failnąć</b></p>
<p>Premiera Final Fantasy XIV zbliża się wielkimi krokami (nie dotyczy <a href="http://www.ripten.com/2010/08/24/ps3-memory-issues-behind-final-fantasy-xiv-delay-range-85/">PS3</a>). Bynajmniej nie mam zamiaru panikować już nad wyborem odpowiedniego serwera, by móc <a href="http://www.ffxivcore.com/topic/12179-new-ffxiv-trailer-open-beta-date-keep-your-b-name/">zachować nicka z bety</a>.<br />
Ba, nawet nie wiem, jak nazwać postać. W poprzedniej fazie wybrałem imię &#8220;Vern Kane&#8221;, ale o ile brzmi ono chyba całkiem nieźle, nie wiem czy jest na tyle dobre, by legitymować się nim przez parę lat gry (?!).<br />
Czy wspominałem już o tym, jak głupim pomysłem jest moim zdaniem wymuszanie na graczach nazywanie swoich postaci dwuczłonowo?  Ok, w życiu się przydaje &#8211; w przeciwnym wypadku biurokracja chyba strzeliłaby sobie w łeb z powodu chaosu, jaki by powstał.<br />
O czym to ja&#8230; A tak, premiera. O ile aktualnie najgorętszym tematem jest kretyński plan <a href="http://www.ffxivcore.com/topic/12068-balancing-character-growth-in-beta-3/">ograniczania szybkości zdobywania doświadczenia</a>, który ma za zadanie chyba jedynie nie dopuszczenie graczy za wcześnie do endgame&#8217;u z powodu braku tegoż, pragnę wspomnieć o jeszcze jednym problemie.<br />
Wymagania sprzętowe. XIV jest na razie bardzo licho zoptymalizowana. Niby beta ma dodatkowe procesy monitorujące, przez co retail będzie działał płynniej, ale pytanie brzmi &#8211; o ile. Na moim sprzęcie, który do najsłabszych nie należy, jestem w stanie wyciągnąć 30 fpsów w mieście, jeśli nie ma tłoku. Jako, że nie planuję w najbliższym czasie wymiany bebechów w komputerze (zastanawiałem się nad tym do momentu, kiedy dowiedziałem się, ile dostałbym w sklepie za moją używaną kartę graficzną), do głowy przyszedł mi zgoła inny pomysł.<br />
Overclocking, znany powszechnie jako &#8220;podkręcanie&#8221;. Nigdy się nim nie interesowałem, gdyż maszyna której używałem za młodu bynajmniej nie należała do mnie, przez co na wszelki wypadek (żebym niczego nie zepsuł) nie mogłem modyfikować hardware&#8217;u.<br />
Plan od razu postanowiłem wprowadzić w życie. Znalezienie odpowiedniego poradnika zabrało mi bardzo mało czasu, podobnie jak ściągnięcie potrzebnego oprogramowania. To ostatnie wziąłem ze strony Nvidii, która ponoć jest bardzo oc-friendly. Miałem to szczęście, że w guidzie który znalazłem opisywali dokładnie mój model karty. Jak część z Was pewnie wie, obecnie jeden chipset jest wykorzystywany przez naście/dziesiąt firm, robiących swoje wersje kart, minimalnie różniące się specyfikacją.<br />
Jako, że chciałem załatwić to możliwie najszybciej, wziąłem po prostu wartości z przewodnika i zupełnie ignorując znajdujące się tam zalecenia, mówiące żeby nie podnosić wszystkiego na raz, ustawiłem odpowiednio wszystkie suwaki. Jak wielkie moje było zdziwienie, kiedy po zmianie zakładki w Ntunerze przywitał mnie blue screen. Reset komputera, serce na ramieniu &#8211; na szczęście wszystko działało w porządku. Ponowne otwarcie Ntunera i niespodzianka. Program zapamiętał poprzednio otwartą kartę i komputer znowu poczęstował mnie niebieskim ekranem.<br />
Od razu po następnym załadowaniu się systemu wywaliłem z dysku cały soft do oc i postanowiłem nie powtarzać eksperymentów.<br />
Wiem, że pewnie mógłbym podkręcić kartę bez problemów, jeśli wykazałbym się odrobiną cierpliwości, ale szczerze mówiąc wyskakujące błędy trochę mnie wystraszyły. Szczególnie, że nie stać mnie na nową kartę graficzną. Ciekawy jestem jedynie, czy coś nie tak było z wartościami, które wprowadziłem, czy też problem leżał po stronie felernej zakładki (niestety nie pamiętam nawet, która to).</p>
<p><b>Ratchet &#038; Clank Future: Quest for Booty</b></p>
<p>Kiedy wracałem z pożyczonym od teuza pudełkiem z R&#038;C, cieszyłem się, że czeka mnie paręnaście godzin platformówko-strzelanki na najwyższym poziomie. Okazało się, że rzeczywistość nie wyglądała tak różowo, jak się spodziewałem. Owszem, do gameplayu ciężko się przyczepić &#8211; wszystko jest &#8220;poprawne&#8221;. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Seria Ratchet &#038; Clank, z którą miałem bardzo krótką styczność przy okazji ostatniej części wydanej na PS2 zawsze kojarzyła mi się z morzem różnego rodzaju broni, którymi można było siać zniszczenie na tysiąc i jeden sposobów. O Quest for Booty, określanym przez niektórych jako &#8220;Ratchet 1.5&#8243; (licząc jedynie wersje na PS3) ciężko powiedzieć coś więcej niż &#8220;dodatek&#8221;. Niecałe 4h gry, praktycznie zerowe replayability (ok, poziom trudności Hard &#8211; kolejne 4h, jeśli nie mniej, bo człowiek wie co robić) i jedynie kilka broni, z których każda ma 3 poziomy mocy (liczone od&#8230; 3 do 5) to najkrótsze podsumowanie tej gry. Jak pisałem, gameplay jest &#8220;poprawny&#8221;. Niestety to wszystko, co dobrego można o nim powiedzieć. Zdecydowanie za dużo jest tu prymitywnie prostych zagadek logicznych, a za mało walk. Mimo niskiej ceny nie polecam grania w Quest for Booty jako pierwsze w serii. Lepiej zacząć od pełnoprawnej części pierwszej albo ominąć 1 i 1,5 i uderzyć od razu w trójkę (A Crack in Time).</p>
<p>Przy okazji pożyczyłem też Killzone&#8217;a 2, pamiętając epickość dema i mając w planach nauczenie się grania w FPP na padzie. Poległem sromotnie rzucając pad w kąt, kiedy po godzinie gry w dalszym ciągu najgorszym przeciwnikiem zdawali się być nie żołnierze Hellgastu, tylko mój kontroler. Ewentualne podejście drugie planuję najwcześniej za parę dni, kiedy emocje opadną. </p>
<p><b>Shank</b></p>
<p>Rambo, przemoc, oldschool. Tak w trzech słowach można podsumować nowość z Playstation Store (i Xbox Marketplace). Gra kojarzy się trochę z Metal Slugiem, chociaż większy nacisk położony jest na walce wręcz niż użycie broni palnej. Napisałbym cokolwiek o fabule, gdyby nie to, że przewijałem cutscenki (interaktywna przemoc na ekranie > nieinteraktywna przemoc na ekranie). Z tego co się orientuję, główny bohater chce się zemścić i odbić swoją pannę z rąk przeciwników. Nie jest to wiele, ale wystarczy na cztery godziny nieskrępowanej sieczki, przeplatanej niepotrzebnymi elementami platformowymi, których jedynym zadaniem jest chyba zarzynanie &#8220;płynności&#8221; gry. Na plus zdecydowanie należy zaliczyć bardzo rozbudowany jak na tego typu grę system combosów, dający graczowi duże pole do popisu, jeśli chodzi o wykańczanie przeciwników. Czy kupować? Najlepiej samemu się przekonać ściągając demo, zawierające cały pierwszy etap.</p>
<p><b>Ciekawostka:</b><br />
By wyssać z człowieka całą krew potrzeba około 1&#8217;200&#8217;000 komarów. A skoro mowa o komarach &#8211; otrzymują one sygnał chemiczny, by przestać ssać kiedy są pełne. Naukowcy opracowali metodę blokowania owego sygnału &#8211; potraktowani nią krwiopijcy pożywiają się tak długo, że eksplodują.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=740</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Frak you, czyli po BSG</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=737</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=737#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Aug 2010 18:37:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=737</guid>
		<description><![CDATA[Battlestar Galactica Wczoraj skończyłem czwartą serię tegoż serialu. O zarysie fabuły wspominałem ostatnio, powtarzać się nie będę, czas więc na opis wrażeń. Na początku było średnio &#8211; nasłuchałem się o BSG dużo dobrego i przez to moje oczekiwania były dość wysokie. Stosunkowo mało efektów na początku bardzo mnie zaskoczyło. Nastawiałem się na więcej akcji, a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Battlestar Galactica</strong></p>
<p>Wczoraj skończyłem czwartą serię tegoż serialu. O zarysie fabuły wspominałem ostatnio, powtarzać się nie będę, czas więc na opis wrażeń.<br />
Na początku było średnio &#8211; nasłuchałem się o BSG dużo dobrego i przez to moje oczekiwania były dość wysokie. Stosunkowo mało efektów na początku bardzo mnie zaskoczyło. Nastawiałem się na więcej akcji, a mniej rozmów. Nie mówię, że poczułem się zawiedziony, ale spodziewałem się czegoś innego. Oczywiście nie znaczy to, że walk zarówno kosmicznych jak i na pokładach statków nie ma &#8211; po prostu myślałem, że będzie ich trochę więcej.</p>
<p>Przez większość czasu mamy do czynienia z modelem znanym z wielu innych seriali/anime, czyli &#8220;X tygodnia&#8221;. W przypadku shounenów jest to &#8220;potwór&#8221;, w Housie w każdym odcinku śledzimy inną chorobę. Tutaj motywem przewodnim był &#8220;kryzys&#8221;. Problemy z którymi borykała się flota były przeróżne &#8211; od rebelii przez epidemię, z obowiązkowymi atakami Cylonów, mniej lub bardziej niespodziewanymi. Wygląda to momentami dość zabawnie, bo widz ma wrażenie, że absolutnie nic nie ma szans działać jak powinno, a załogę dręczy wieczny pech.<br />
Po jakimś czasie okazuje się, że fabuła jest dużo bardziej złożona, niż mogłoby się na początku wydawać, chociaż w samej strukturze zmian nie ma właściwie aż do końca. No, może przy zbliżaniu się do finału pojawia się więcej historii podzielonych na kilka odcinków. Do tego w czwartym sezonie widać zdecydowane zwiększenie ilości i poprawę jakości efektów specjalnych, spowodowane zapewne zastrzykiem funduszy.</p>
<p>To co sprawia, że w ogóle warto zaprzątać sobie głowę BSG są postaci. Barwne, ciekawe &#8211; w dodatku skład dramatis personæ przez całą serię pozostaje &#8220;w miarę&#8221; niezmieniony, więc mamy dużo czasu, żeby ich lepiej poznać i polubić (lub w przypadku niektórych &#8211; znienawidzić). Moim zdecydowanym faworytem był komandor Adama &#8211; charyzmatyczny i nieustępliwy, ze swoim wiecznie zachrypniętym głosem idealnie nadawał się na przywódcę. W dodatku jako jedyna postać nie irytował mnie dziwnymi odchyłami, które przez wszystkie serie zdarzały się prawie wszystkim. Jeśli zaś chodzi o postać, której życzyłem szybkiego zejścia, zdecydowanie była to Ellen. Jakjajejniecierpię. Meh.</p>
<p>Jeśli lubicie SF, zdecydowanie polecam obejrzenie BSG. Cztery sezony po 20 odcinków (każdy trwa 40 minut) to nie aż tak dużo, jak może się wydawać. Do tego dochodzą dwa filmy (jeden to retelling, jeszcze go nie obejrzałem) i dwie serie dystrybuowane początkowo przez sieć, mające łącznie ~45 minut. No i trzygodzinny pilot. W razie czego do &#8220;frak&#8221; można się przyzwyczaić, chociaż całość zyskałaby na usunięciu tej dziwnej cenzury.</p>
<p><strong>World of Warcraft: Cataclysm</strong></p>
<p>No dobra, nie grałem w betę długo. Do tego większość czasu poświęciłem na latanie moim zaimportowanym magiem po starych krainach. Wycieczki krajoznawcze zdobycznym smokiem uświadomiły mi jedno. Gra kiepsko radzi sobie z <a href="http://img710.imageshack.us/i/wowscrnshot081710184545.jpg/">wyświetlaniem dalekich terenów</a>. Nie przypominam sobie, żebym w WotLKu miał z tym problem, tutaj niestety nieoteksturowane góry w oddali bardzo kłują w oczy (zasięg widzenia mam ustawiony maksymalny). Do tego majestatyczne lasy zdecydowanie nie wyglądają już tak majestatycznie, kiedy <a href="http://img3.imageshack.us/i/wowscrnshot081710183413.jpg/">przelatuje się między koronami drzew</a>. Co ciekawe, o ile można latać we wszystkich stolicach z podstawki, to w tych z TBC mount nie chce oderwać się od ziemi. Trochę szkoda, jestem ciekawy czy z czasem to zmienią, czy tak już zostanie.</p>
<p>Co ze zmianami w gameplayu? Ot, zmniejszono ilość oraz zmieniono sposób rozdzielania talentów. Na początku gracz wybiera drzewko i możne rozwijać inne dopiero po zainwestowaniu w pierwsze określonej ilości punktów. Wydaje mi się, że to zmiana na lepsze &#8211; część talentów wcześniej była niepotrzebna, a tak całość jest łatwiejsza do ogarnięcia. Co do &#8220;przesadnego uproszczania systemu&#8221; i jego &#8220;ograniczania&#8221;. Bądźmy poważni, wcześniej było kilka &#8220;poprawnych&#8221; buildów, z których korzystali gracze, a odstępstwa od nich godziły po prostu w przeżywalność/dps.</p>
<p>Kiedy znudziło mi się zwiedzanie starego świata postanowiłem sprawdzić nowe obszary do levelowania. Niestety mag utknął w podczas teleportacji i musiałem ponownie importować postać (gotowcami grać nie lubię). Po dotarciu na miejsce przy pomocy bardziej konwencjonalnego środka transportu, czyli mojej zaufanej rakiety, zabrałem się za questy. Niestety muszę zmartwić wszystkich, którzy mieli nadzieję, że Cataclysm będzie powiewem świeżości. Wszystkie 6 questów, były tym samym, co widziałem już setki razy. Zabij, przynieś, pogadaj z, przyzwij i zabij. Może potem jest lepiej, ale za daleko zapuszczać się nie zamierzam, aby w razie ewentualnego zakupu nowego dodatku nie robić drugi raz tego samego. Jeśli jednak sama formuła gry się Wam znudziła, nie znajdziecie tu zbyt wiele nowego. Chociaż trzeba Blizzardowi przyznać, że niektóre zadania na starych obszarach są po prostu <a href="http://www.youtube.com/watch?v=VvF1o1ObPr0">genialne</a>.</p>
<p>W moim przypadku ewentualne wsparcie mieszkańców Azeroth w odbudowie po kataklizmie zależy głównie od tego, jak spodoba mi się Final Fantasy XIV (a propos, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=cW-dfDTruMQ">nowy trailer</a>).</p>
<p><strong>Mass Effect</strong></p>
<p>Pierwsze dwa podejścia skończyły się bardzo szybko i miałem zamiar nie tykać tego tytułu już nigdy więcej. Jednak chętką na SF spowodowana StarCraftem nie minęła, więc postanowiłem po raz ostatni wybaczyć ME dziwne sterowanie i snajperka szalejąca na zbliżeniu jak gdyby bohater był alkoholikiem. Gra ma dużo wad, z których, oprócz tych wymienionych przed chwilą najbardziej uciążliwe są odpowiednio:<br />
- Zwiedzanie planet łazikiem, zajmujące więcej czasu niż jest to warte.<br />
- Zarządzanie ekwipunkiem, czyli wywalanie/sprzedawanie tony przedmiotów po każdej walce.<br />
- Zadanie dodatkowe będące potwornie monotonne.<br />
- Bardzo ograniczona ilość miejsc w których odbywa się wymiana ognia.<br />
- Strasznie wolne poruszanie się, w połączeniu z częstą koniecznością pokonywania dużych dystansów pieszo.<br />
- WINDY! Albo raczej loading screeny w formie długich i częstych przejażdżek windami.</p>
<p>Do tego oprawa graficzna jest strasznie&#8230; Nużąca. Wyblakłe kolory, puste wnętrza &#8211; słowem nic ciekawego, chociaż taka stylistyka kojarzyła mi się trochę ze wczesnymi filmami SF. Niestety, w żadnym wypadku nie jest to zaleta.<br />
Ogólnie ME jest tytułem średnim i stosunkowo krótkim. Gdybym miał wystawić ocenę w skali 1-10, mogłaby dostać najwyżej 6. Niestety irytujące elementy często psują przyjemność z grania, a fabuła zdecydowanie tego nie wynagradza, gdyż nie wyróżnia się absolutnie niczym szczególnym.</p>
<p>ALE</p>
<p>Ukończenie ME1 pozwala na zaimportowanie swojej postaci do kontynuacji. Ma to wiele zalet, począwszy od bonusów do doświadczenia, surowców i funduszy, na mniejszych i większych skutkach naszych decyzji z części pierwszej skończywszy. Biorąc pod uwagę, że sequel jest od poprzednika o niebo lepszy zarówno pod względem systemu walki (bardziej strzelanka niż RPG), zarządzania ekwipunkiem (ograniczone do upgrade&#8217;owania broni, sprawdza się super), jak i grafiki. Aż nie chce się wierzyć, że to (ponoć) ten sam silnik.<br />
Ogólnie wydaje mi się, że warto poświęcić te 20 godzin z hakiem i &#8220;przemęczyć&#8221; pierwszą część, aby móc w pełni czerpać przyjemność z Mass Effect 2. A może po prostu marudzę i jedynka nie jest taka zła? Przekonajcie się sami, można ją obecnie dorwać za bezcen w różnych sklepach.</p>
<p><strong>Ciekawostka:</strong></p>
<p>Jeśli mucha straci przytomność po zbyt długim przebywaniu w wodzie (ale nie zdąży się utopić) można ją ocucić posypując ją solą kuchenną. Stanie się tak ponieważ NaCl wchłonie wodę blokującą kanaliki oddechowe owada.</p>
<p><strong>Zapytania:</strong><br />
www.simsy1 nowe odcinki.pl<br />
avki site dziewczyna jak dziewczyna całuje chłopaka<br />
blur split-screen jak podłaczyc pada <em>Przed włączeniem gry, szybko i sprawnie.<br />
co wziąć na emo sesje <em>Nowe fabularne RPG?</em><br />
grypokamonuw<br />
grypokmonuh<br />
idea samuraja w gwiezdnych wojnach praca magisterska miecz świetlny<br />
pewna wersjia gry bejeweled dowland <em>Kup już dziś &#8211; &#8220;Bejeweled Downland&#8221;!</em><br />
pistolet na strzałki usypiające cena <em>&#8230;</em><br />
via della conciliazione mussolini piacentini <em>Wait, what?</em><br />
włoska gra bachi</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=737</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>.Incepcja//Shrek(4)</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=732</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=732#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Aug 2010 17:58:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=732</guid>
		<description><![CDATA[Tym razem głównie filmowo. Będąc na świeżo po obu wymienionych w nazwie notki tytułach, postanowiłem podzielić się wrażeniami. W podsumowaniu Incepcji będzie dość dużo spoilerów, więc jeśli jeszcze jej nie widzieliście czytacie na własną odpowiedzialność. Na koniec zaś krótkie podsumowanie Cyfrowych marzeń. Shrek Forever After Ponoć to ostatnia część serii o przygodach zielonego ogra. Po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem głównie filmowo. Będąc na świeżo po obu wymienionych w nazwie notki tytułach, postanowiłem podzielić się wrażeniami. W podsumowaniu Incepcji będzie dość dużo spoilerów, więc jeśli jeszcze jej nie widzieliście czytacie na własną odpowiedzialność. Na koniec zaś krótkie podsumowanie <strong>Cyfrowych marzeń</strong>.</p>
<p><a href="http://www.filmweb.pl/film/Shrek+Forever-2010-133925">Shrek Forever After</a></p>
<p>Ponoć to ostatnia część serii o przygodach zielonego ogra. Po jej obejrzeniu mogę stwierdzić tylko &#8211; całe szczęście. Film właściwie nie jest zły, ot po raz kolejny mamy intrygę, gdzie stawką jest bezpieczeństwo całego baśniowego świata, żarty w znanych nam dobrze klimatach i&#8230; Tyle. Nowy &#8220;zły&#8221; nie zaskakuje, chociaż ma parę zabawnych momentów. Niestety humor całości nie robi na widzu takiego wrażenia jak kiedyś. Ot, przejadł się, szczególnie że po sukcesie pierwszej części wiele animowanych filmów 3D podchwyciło ten sposób bawienia widza i bardzo go wyeksploatowało.<br />
Jeśli bardzo stęskniliście się za Shrekiem, Osłem, Fioną, Kotem w Butach i całą resztą &#8211; oglądajcie śmiało. Mnie trochę znudził, ale mogło być dużo gorzej.</p>
<p>Zresztą, na pewno nakręcą sequel albo spinoff. Nie zabija się przecież kury znoszącej złote jajka.</p>
<p><a href="http://www.filmweb.pl/Incepcja">Incepcja</a>.</p>
<p>Wszystkie opinie o tym filmie, które widziałem i słyszałem przed wybraniem się do kina były pozytywne. Naprawdę. Ba, najgorsza sprowadzała się do &#8220;Memento było bardziej pokręcone&#8221;. Nastawiałem się więc na megahit, który wciśnie mnie w fotel i będzie mnie tam trzymał mocno przez całe dwie godziny seansu.<br />
Niestety, zawiodłem się.<br />
Być może przyczyną był ból głowy męczący mnie tego dnia od rana &#8211; na pewno nie ułatwiał wczucia się w sytuację bohaterów na ekranie. Kto wie.<br />
W skrócie podsumuję, co mi się nie podobało:<br />
Primo, sieczka. Strzelaniny, bardzo dużo strzelanin. Na dodatek wykonanych moim zdaniem zupełnie bez polotu. Ot, puszczają serię za serią w swoje samochody i nic z tego nie wynika. Do tego bohaterowie nie chcąc, by projekcje podświadomości śpiącego ich zaatakowały (chociaż byli atakowani cały czas) nie wpływają świadomie na świat snu. Nie wiem co gorszego mogłoby się przez to stać, ale nieważne. Boli mnie trochę, że w filmie, gdzie główny nacisk powinien być postawiony na mieszanie w głowę widza, tak duży fragment zajmowała akcja. Przez małe a.<br />
Zaskończenie do przewidzenia od pierwszych minut filmu, ale jak zauważyła Irian na forum Tanuki &#8211; jeśli głównym tematem jest swego rodzaju &#8220;rzeczywistość wirtualna&#8221;, ciężko spodziewać się czegoś innego niż <a href="http://revolvingdoorproject.net/2010/07/23/inception-what-happened-at-the-end/">pozornie dwuznaczne zakończenie</a>.<br />
Problemy Cobba związane z byłą żoną również wydały mi się&#8230; Miałkie? Mało poruszające? Nie czułem ani krzty współczucia, chociaż może ciężko winić za to twórców. Wydaje mi się, że tu z kolei powodem jest oglądane obecnie Battlestar Galactica. Co serial SF ma do Incepcji? Genialnie skonstruowane postaci, pełne wątpliwości, stawiane często w krytycznych sytuacjach. Postaci zarysowanych na tyle umiejętnie, że Cobb i jego &#8220;moja żona zginęła przeze mnie&#8221; wydał mi się po prostu nudny.<br />
Starając się spojrzeć na Incepcję w miarę obiektywnie, muszę przyznać, że nie jest to film zły. Ba, nie dziwię się, że niektórzy uważają go za bardzo dobry &#8211; ma wszystkie elementy, które mogą go jako taki zakwalifikować, a reszta sprowadza się do gustu. A jak mawiano &#8211; <em>De gustibus non est disputandum</em>. Co jest moim zdaniem głupotą. Chociaż ponoć sentencja ta tak naprawdę znaczy, że to co piękne nie podlega dyskusji. Mniejsza o to.</p>
<p><strong>Cyfrowe marzenia: Historia gier komputerowych i wideo</strong></p>
<p>Właśnie skończyłem tę jakże pouczającą lekturę. Jest to chyba jedyna dostępna po polsku pozycja opisująca w miarę dokładnie historię rynku growego i polecam ją wszystkim, których temat ten interesuje. Szczerze mówiąc myślałem, że moja wiedza o grach jest dość szeroka, ale dopiero czytając Cyfrowe marzenia zdałem sobie sprawę, jak duże braki mam, jeśli chodzi o &#8220;prehistorię&#8221;, czyli lata 70-80. Fakt, wiele z głośnych tytułów znałem, ale nie miałem bladego pojęcia o dokładnej sytuacji na rynku. A ta jest opisana jest tu bardzo, bardzo dokładnie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że &#8220;za&#8221; dokładnie, gdyż całość przypomina książkę do historii &#8211; dużo nazwisk, dat, nazw firm. Łatwo się w tym pogubić, a co gorsza &#8211; znudzić. Sam jestem zdziwiony, jak dużo czasu zajęło mi przebrnięcie przez tę publikację, mimo że poruszana w niej tematyka znajduje się właściwie w centrum moich zainteresowań. Tak czy inaczej potem jest trochę lepiej &#8211; poziom spada znacząco dopiero pod koniec, przy opisie wydarzeń w latach ~2000-2009. Wszystko potraktowane jest bardzo skrótowo, jakby autorowi kończyło się miejsce. Pominięto część ważnych wydarzeń, inne opisano bardzo pobieżnie (np. złamanie PSP zostało wypunktowane, a będące dużym problemem dla Nintendo złamanie DSa zignorowane). Do tego polot wyparował gdzieś przy wchodzeniu w tę nowoczesność &#8211; ostatnie 50 stron czytałem niejako z musu. Zapewne spowodowane jest to faktem, że wszystko co tam przytaczano było mi znane &#8211; są to czasy, kiedy byłem już na bieżąco z informacjami dzięki dobrodziejstwom internetu.<br />
Z pozostałych wad na pewno trzeba wspomnieć o gramatyce, składni i przeróżnych błędach. Korekta i redakcja zdecydowanie się nie popisały, a szkoda bo książka trochę na tym traci.<br />
Do tego ilość i jakość zrzutek &#8211; abstrahując od jakości (małe, czarno-białe i często ciężko dostrzec na nich cokolwiek), jest ich po prostu bardzo mało.<br />
Pomimo tych wszystkich wad książkę tę mogę polecić wszystkim fascynatom elektronicznej rozrywki, którzy chcieliby dowiedzieć się o swoim hobby czegoś więcej.</p>
<p>W następnym odcinku:<br />
<strong>Mass Effect</strong>, wrażenia z całości <strong>Battlestar Galactica</strong> oraz bety <strong>WoW: Cataclysm</strong>.</p>
<p><strong>Ciekawostka:</strong><br />
Samce pingwinów cesarskich potrafią przeżyć 2 miesiące bez jedzenia. Samica po złożeniu jajka wyrusza na żerowisko do oceanu i wraca po mniej więcej 60 dniach. W tym czasie samiec &#8220;wysiaduje&#8221; jajko, ogrzewając je w fałdzie skóry brzucha. Pożywia się dopiero, gdy jego partnerka wraca.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=732</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>What the frak?</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=717</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=717#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Aug 2010 23:43:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=717</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsze rzeczy pierwsze &#8211; w tym roku niestety nie udało mi się otrzymać stypendium na roczny wyjazd do Japonii. Zważywszy na sposób, w jaki zdałem część pisemną, nie mogę powiedzieć, żebym był jakoś strasznie zdziwiony. Żałuję tylko, że kazali nam czekać tak długo, bo to przez ostatnie 3 tygodnie, kiedy byłem pewien, że w każdej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwsze rzeczy pierwsze &#8211; w tym roku niestety nie udało mi się otrzymać stypendium na roczny wyjazd do Japonii. Zważywszy na sposób, w jaki zdałem część pisemną, nie mogę powiedzieć, żebym był jakoś strasznie zdziwiony. Żałuję tylko, że kazali nam czekać tak długo, bo to przez ostatnie 3 tygodnie, kiedy byłem pewien, że w każdej chwili mogą podać wyniki, zacząłem sobie robić nadzieję. No ale nie ma tego złego &#8211; chociaż z drugiej strony nie odpoczniecie ode mnie na rok. Trochę mi Was żal&#8230;</p>
<p>Drugą niewesołą rzeczą, która niedawno mi się przydarzyła, była strata wszystkich danych z partycji poza systemową. Tym skutkuje nieuważne otwieranie spakowanych plików i chęć przedarcia się jak najszybciej przez znajdujące się w nich zagnieżdżone foldery. Strzeżcie się plików .exe nawet z zaufanych stron, bo jeszcze spotka Was to, co mnie. Na szczęście wśród utraconych plików nie było niczego szczególnie ważnego i większość zbiorów udało mi się już odtworzyć.</p>
<p>Tyle emo, teraz do rzeczy. Dziś będziecie mogli poczytać o wrażeniach z 1,5 serii <strong>Battlestar Galactica</strong>, <a href="http://www.gametrailers.com/game/scott-pilgrim-vs-the-world/13338">Scott Pilgrim vs. The World: The Game</a> oraz pierwszych dwóch tomów <strong>Hyperiona</strong> Dana Simmonsa i <a href="http://www.esensja.pl/ksiazka/ksiazki/obiekt.html?rodzaj_obiektu=2&amp;idobiektu=6104">Odnaleźć swą drogę</a> Aleksandry Rudej.</p>
<p>Ale najpierw&#8230;</p>
<p><strong>StarCraft II</strong></p>
<p>Tryb dla jednego gracza skończyłem już jakiś czas temu (na normalu, plus część misji na hardzie dla achievementów), łącznie ze zrobieniem wszystkich Challenges na złoto. Kosztowało mnie to trochę nerwów, ale wszystko da się zrobić. Obecnie bawię się głównie w multiplayerze i idzie mi chyba <a href="http://starcrafting.eu/sig/3/132.png">całkiem nieźle</a> jak na całkowitego RTSowego nooba.<br />
Jeśli chodzi o przelicznik ceny gry na zabawę, którą oferuje, wydaje mi się, że SC2 był pod tym względem moją najlepszą inwestycją od ładnych paru lat.</p>
<p><strong>Battlestar Galactica</strong></p>
<p>Zarys historii w skrócie &#8211; ludzie stworzyli roboty (Cylony), te się zbuntowały, uciekły i po X latach wróciły i zaatakowały wszystkie planety zamieszkane przez swoich byłych panów praktycznie wybijając ich w pień. Wszystkich? Nie, bowiem gdzieś tam w kosmosie wisi sobie statek który kpi z najeźdźców, bo jego systemy pokładowe nie są spięte w sieć, więc nie da się ich wyłączyć jednym sygnałem.<br />
Całkiem ciekawa space-opera, której największą zaletą są postacie. Niektóre się uwielbia, innych nienawidzi, ale każda ma do opowiedzenia jakąś historię oraz bardzo często zupełnie nieoczekiwany wpływ na późniejsze wydarzenia. Dodatkowo związki między poszczególnymi osobami nieustannie się zmieniają, w większym lub mniejszym stopniu. Całe szczęście, że twórcy nie zdecydowali się na zabieg robienia z jednej postaci bohatera przewodniego pojedynczego odcinka, po którym staje się jedynie statystą. Z czystym sumieniem mogę ten serial polecić wielbicielom sci-fi.</p>
<p>Pisząc o BSG nie można nie wspomnieć o najbardziej chyba charakterystycznym elemencie serii, czyli słowie &#8220;frak&#8221;. Jak można się domyślić, jest to &#8220;ocenzurowana&#8221; wersja słowa fuck. Nie wiem jak innych, ale mnie jest jedynie idealnym rozładowaniem napiętej atmosfery, kiedy postaci krzyczą na siebie etc. &#8211; praktycznie zawsze zaczynam się wtedy śmiać. No bo jak brać na poważnie wypowiadane w gniewie &#8220;don&#8217;t frak with me&#8221; albo &#8220;motherfraker&#8221;&#8230;</p>
<p><strong>Scott Pilgrim vs. The World: The Game</strong></p>
<p>Zapowiadało się super &#8211; chodzona bijatyka w starym stylu w retro oprawie, w dodatku z trybem kooperacji nawet do czterech graczy jednocześnie na jednej konsoli. Do tego całkowicie oparta na bardzo dobrym komiksie zawierających wiele nawiązań do przeróżnych gier. Co z tego wyszło? Dokładnie to, co powinno.<br />
To dobra gra, w przypadku zabawy w czwórkę nawet bardzo &#8211; wszystko działa jak powinno i jest takie jak pamiętam z wszelkich tego typu tytułów, które lata świetności mają już za sobą.<br />
Niestety dotyczy to również wad gatunku &#8211; po trzech godzinach pokonywania kolejnych hord przeciwników miałem dość. Bynajmniej nie w sensie &#8220;więcej tego nie tknę&#8221; -po prostu czułem, że muszę zrobić sobie przerwę, najlepiej trwającą przynajmniej jeden dzień. Z drugiej strony, ile nagrałem się w tego typu nawalanki w ciągu gimnazjum to moje &#8211; czasem sam się sobie dziwię, że potrafię jeszcze patrzeć na tego typu gry.<br />
Jeśli macie grupę znajomych i cztery pady, logujcie się do PSNu i kupcie Scotta, to tylko 36 zł. Macie wątpliwości? Ściągnijcie demo, które jest pierwszym etapem (dalej tam nie doszedłem) &#8211; da się chyba nawet grać w parę osób.</p>
<p><strong>Hyperion</strong></p>
<p>Szał na ten cykl minął chyba jakiś czas temu, bo obecnie dorwanie poszczególnych części bez korzystania z księgarni internetowych jest dość trudne (w zależności od miejsca zamieszkania). W ostatniej notce pisałem o wątpliwościach, czy w ogóle kończyć pierwszy tom, a obecnie jestem już po lekturze drugiego. Fakt, wahałem się bodaj dwa dni nad jego zakupem, ale w końcu zwyciężyła ciekawość. Czy żałuję? Ani trochę. Był to kawał solidnego science fiction i szczerze przyznam, nie pamiętam kiedy ostatnio książka w takim stopniu mnie wciągnęła. Co prawda pisałem ostatnio, że cały cykl ma aż 4 części, ale pozostałe dwa zostały napisane później i zdania na ich temat są bardzo podzielone. Poza tym, po zakończeniu w tomie drugim, sugerującym że to właśnie ma być koniec, nie mam ochoty zapoznawać się z wyjaśnieniami absolutnie wszystkich tajemnic, których rozwiązanie autor zostawił pierwotnie wyobraźni czytelników.</p>
<p><strong>Odnaleźć swą drogę</strong></p>
<p>Kolejna po wspomnianej już kilka razy <strong>Wiedźmie</strong> powieść, której główną bohaterką jest nastolatka zamieszkująca świat fantasy i uczęszczająca do magicznej szkoły wzorowanej na wyższej uczelni. Na settingu jednak podobieństwa się kończą. Owszem, jest to właściwie <a href="http://www.urbandictionary.com/define.php?term=mary+sue">merysuł</a>, ale bardzo strawny &#8211; smaczny wręcz. Przygody Olgi tak mnie zaciekawiły, że nie mogę doczekać się niezapowiedzianego wciąż tłumaczenia kolejnych dwóch tomów.</p>
<p><a href="http://www.literatura.gildia.pl/tworcy/piotr_mankowski/cyfrowe_marzenia_historia_gier_komputerowych_i_wideo/recenzja">Cyfrowe Marzenia: Historia gier komputerowych i wideo</a></p>
<p>Nie planowałem zakupu tej książki &#8211; ba, do bodaj przedwczoraj w ogóle nie wiedziałem o jej istnieniu. Po przeczytaniu paru newsów i krótkiej recenzji postanowiłem jednak nabyć egzemplarz, gdyż na wszelkich growych stronach informacyjnych pozycja ta była zgodnie chwalona i polecana. Czymże są &#8220;Cyfrowe Marzenia&#8221;? Jak wskazuje druga część tytułu &#8211; to zawarta na ~350 stronach historia przemysłu rozrywki elektronicznej. Napisana w dość przystępny sposób nie nudzi czytelnika. Warto sprawdzić, jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś o rozwoju branży growej.</p>
<p><strong>Final Fantasy XIV</strong></p>
<p>Na pocieszenie zamówiłem sobie edycję kolekcjonerską Final Fantasy XIV. Niestety polskim dystrybutorem tej gry jest Cenega, co oznacza prawdopodobne obsuwy, problemy z dystrybucją, a może nawet (biorąc pod uwagę obecne informacje) brak EK w naszych sklepach. Nauczony doświadczeniem z premiery FF XI postanowiłem od razu zamówić najnowszą sieciową część serii FF online. Większość znajomych wybrała game.co.uk, ale okazało się, że nie wysyłają wydania kolekcjonerskiego poza granice kraju, z powodu jego wagi. Na szczęście zapamiętałem polecony mi przez parę osób sklep <a href="http://www.shopto.net/PC/NEW%20RELEASES/PCFI14-Final%20Fantasy%20XIV%20Collectors%20Edition%20with%20Onion%20Helm%20Pre%20Order%20Bonus.html">shopto.net</a> i swoje zamówienie złożyłem tam. Mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów z jego dostarczeniem.</p>
<p>Co do samego czternastego Finala, właśnie trwa faza 3 bety. Zniesiono NDA, ale na wrażenia i screeny poświęcę osobny wpis. Gdyby ktoś był zainteresowany wypróbowaniem gry, spieszę poinformować, że planowana jest open beta. Niestety, na chwilę obecną brak jest szczegółowych informacji na ten temat.</p>
<p><strong>Ciekawostka:</strong><br />
Typowy ołówek wystarcza na zapisanie 45 tysięcy (!) angielskich słów lub narysowanie linii mającej 35 mil.</p>
<p>PS: Jakiś czas temu pisałem, że nie będę linkował bloga Lilii, dopóki go (znowu) nie wskrzesi. Jako, że parę dni temu pojawiła się tam nowa notka, czuję się w obowiązku <a href="http://crusadelila.wordpress.com/">zareklamować ją</a>, aby powrót nie okazał się jedynie pośmiertnymi drgawkami.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=717</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Filmowo-kosmicznie</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=714</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=714#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Aug 2010 21:33:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=714</guid>
		<description><![CDATA[SC II Kampania StarCrafta II ukończona. Co prawda na normalu, a i tam 3 achievementów mi zabrakło, ale tym zajmę się później. Niestety mój teammate do 2v2 wyjechał na dwa tygodnie, więc nie pozostaje nic innego jak spróbować swoich sił w wielce stresującym 1v1 &#8211; życzcie mi szczęścia, bo szczerze mówiąc na więcej niż brąz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>SC II</strong></p>
<p>Kampania StarCrafta II ukończona. Co prawda na normalu, a i tam 3 achievementów mi zabrakło, ale tym zajmę się później. Niestety mój teammate do 2v2 wyjechał na dwa tygodnie, więc nie pozostaje nic innego jak spróbować swoich sił w wielce stresującym 1v1 &#8211; życzcie mi szczęścia, bo szczerze mówiąc na więcej niż brąz nie liczę&#8230; Chyba, że wcześniej pobawię się w przygotowujące do multiplayera &#8220;wyzwania&#8221;, które mają na celu wyćwiczenie counterów na jednostki, zmasterowanie micro-managementu itp.<br />
Co do wrażeń z trybu dla jednego gracza &#8211; bardzo mi się podobało, szczególnie misje &#8220;rpgowe&#8221;. Jeśli chodzi o fabułę, to cóż, na nic więcej niż space opera nie liczyłem, chociaż mam wrażenie że pierwsza część StarCrafta była dużo bardziej mroczna. Nic więcej nie powiem, gdyż nie chcę spoilerować.</p>
<p>Jako, że weekend to bardzo leniwy czas, ten poza integrowaniem się z rodziną poświęciłem głównie na SC2, filmy i książki (nie żebym od początku lipca często robił coś innego, ale warto pamiętać, że wakacje ogólnie są bardzo leniwym czasem), dziś krótkie podsumowanie tego co widziałem i czytałem.</p>
<p><a href="http://ksiazki.polter.pl/Hyperion-recenzja-w23375">Hyperion</a></p>
<p>Czując zmęczenie fantasy i powstałą w wyniku długiej styczności ze StarCraftem postanowiłem powrócić na jakiś czas do science fiction. Przypomniało mi się, że stosunkowo niedawno na forum Tanuki stosunkowo dużą popularnością cieszył się cykl Dana Simmonsa, którego pierwszym tom to Hyperion, więc postanowiłem zaryzykować.<br />
Cała historia obraca się wokół pielgrzymki do Grobowców Czasu, którą siódemka głównych bohaterów ma odbyć, by uspokoić Chyżwara, będącego wszechmocnym-nie wiadomo czym siejącym śmierć i zniszczenie. Jako, że postaci spotykają się po raz pierwszy, a podróż zapowiada się na niebezpieczną, w celu zwiększenia swoich szans przeżycia postanawiają opowiedzieć sobie historię mogące mieć związek z tym, czemu to właśnie oni zostali wybrani na pielgrzymów. Więcej odnośnie fabuły zdradzać nie zamierzam.<br />
Jestem na razie w połowie i muszę przyznać, że pierwsza historia zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że zamierzałem odłożyć książkę na półkę i zapomnieć o tym, że ją kupiłem. Wbrew pozorom, nie znaczy to wcale, że było źle, wręcz przeciwnie. Dołujący i trochę przerażający obraz zarysowany w niej sprawił, że poczułem dość mocny dyskomfort. No ale z jakiegoś powodu nie oglądam/czytam thrillerów i horrorów. Druga i trzecia, które skończyłem dziś były na szczęście łatwiejsze do przełknięcia i całkiem prawdopodobne, że skończę całą książkę, a nawet cały, czterotomowy cykl. Wszystkim miłośnikom sf zdecydowanie polecam.</p>
<p><a href="http://www.filmweb.pl/Austin.Powers.Zloty.Czlonek">Austin Powers i Złoty Członek</a></p>
<p>Wczoraj podczas seansu Mystery Men (o którym za chwilę) przypomniało mi się, że nigdy nie widziałem zakończenia trylogii filmowej o jednej z popularniejszych parodii agenta 007. Poprzednie części widziałem na początku gimnazjum albo nawet pod koniec podstawówki i o ile dobrze pamiętam, podobały mi się. Humor nie powalał głębią, ale wystarczyło podchodząc do tych filmów z niezbyt wygórowanymi oczekiwaniami i można było całkiem nieźle się bawić. Trójka niestety zawiodła mnie na całej linii. Fabułą wygląda jak pomieszanie z poplątaniem, a widz odnosi wrażenie, że scenarzyści nie mogli być trzeźwi podczas wykonywania swojej pracy. Dziwne przeskoki, brak logiki i tragiczne wręcz gagi &#8211; rozbawił mnie chyba tylko <a href="http://www.youtube.com/watch?v=rQFfMyxa04A">ten</a>.<br />
Nie polecam zdecydowanie &#8211; żałuję czasu poświęconego na oglądanie.</p>
<p><a href="http://www.filmweb.pl/film/Super-bohaterowie-1999-7947">Mystery Men</a></p>
<p>Komedia ze Stillerem, wpasowująca się całkiem dobrze w popularny ostatnio nurt filmów o niebohaterskich bohaterach. Niestety po raz kolejny boleśnie przekonałem się o tym, że rodzaj humoru, który ten pan sobą reprezentuje, zupełnie do mnie nie przemawia. Z drugiej strony spotkałem się też z pozytywnymi opiniami o tym tytule, więc to chyba kwestia gustu. Cała historia obraca się wokół grupy pseudobohaterów, którzy jak się okazuje są jedynymi mogącymi uratować Kapitana Wspaniałego, porwanego przez arcyłotra Casanovę Frankensteina. Film wyśmiewa różne znane z komiksów o superbohaterach motywy, jak na przykład sekretna tożsamość, ale robi to w sposób zdecydowanie mało porywający. Do tego zdecydowanie nadużywane jest ujęcie na twarz, będące dominującym w większości rozmów &#8211; nie wygląda to dobrze.</p>
<p><a href="http://www.filmweb.pl/film/Kung+Fu+Panda-2008-220402">Kung Fu Panda</a></p>
<p>Przyznam, że nie przepadam za trójwymiarowymi bajkami, które od paru lat są bardzo popularne. Owszem, Shrek mi się podobał, ale już na przykład taki Madagaskar oprócz pingwinów nie miał do zaoferowania absolutnie nic ciekawego. W ramach poprawiania sobie humoru po dołującej lekturze postawiłem dać pandzie szansę i muszę powiedzieć, że ani trochę nie żałuję tej decyzji.<br />
Po pierwsze Jack Black, podkładający głos pod tytułową Pandę pasuje do roli idealnie. Daje to o sobie znać szczególnie w intrze, będącym zdecydowanie najzabawniejszą częścią filmu. Nie oznacza to jednak, że reszta jest zła &#8211; fabuła co prawda nie wykracza poza standardowy film dla dzieci, ale walki zrealizowano bardzo widowiskowo. Naprawdę robi wrażenie. Kung Fu Pandę polecić mogę z czystym sumieniem każdemu, kto nie ma alergii na bajki &#8211; to naprawdę wart zobaczenia tytuł.</p>
<p>A w tym tygodniu prawdopodobnie wybiorę się na <a href="http://www.youtube.com/watch?v=66TuSJo4dZM">Incepcję</a>. Zapowiada się smakowicie, co potwierdzają opinie, które czytałem &#8211; wahają się od &#8220;dobre&#8221; do &#8220;genialne&#8221;. Po powrocie z kina niezwłocznie (lub z parodniowym poślizgiem) zdam relację.</p>
<p><strong>Ciekawostka:</strong><br />
W latach 1978-1995 automaty wydające różne produkty zabiły w USA cztery razy więcej ludzi niż rekiny.</p>
<p><strong>Zapytania:</strong><br />
blur split-screen jak podłaczyc pada <em>USB brzmi rozsądnie.</em><br />
buster sword z literek<br />
czym sie aktualnie zajmuje na nk emo <em>Płacze z powodu małej ilości znajomych?</em><br />
grypokmonuh<br />
jak wytresować smoka okulary 3d<br />
via della conciliazione mussolini piacentini<br />
zmutowane potwory</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=714</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hell, it&#8217;s about time!</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=708</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=708#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Jul 2010 21:05:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=708</guid>
		<description><![CDATA[Ponieważ kilka osób pytało mnie o wrażenia ze StarCrafta II postanowiłem wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom trochę rozpisać się na temat najnowszego hitu Blizzarda. Większość z Was zapewne kojarzy pierwszą część przynajmniej ze słyszenia &#8211; tak, to ta śmieszna gra będąca w Korei (Południowej) praktycznie sportem narodowym i z której wzięło się określenie Zerg rush. Żeby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ponieważ kilka osób pytało mnie o wrażenia ze StarCrafta II postanowiłem wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom trochę rozpisać się na temat najnowszego hitu Blizzarda.</p>
<p>Większość z Was zapewne kojarzy pierwszą część przynajmniej ze słyszenia &#8211; tak, to ta śmieszna gra będąca w Korei (Południowej) praktycznie sportem narodowym i z której wzięło się określenie <a href="http://img201.imageshack.us/img201/8505/0631763593779194l.jpg">Zerg rush</a>. Żeby dłużej się nad sprawą nie rozwodzić &#8211; <a href="http://pablort.com/wp-content/uploads/2010/01/starcraft_1.png">to</a> SC1, a <a href="http://img248.imageshack.us/img248/4162/sc2x.jpg">to</a> SC2.</p>
<p>Na początku chciałbym odpowiedzieć na krytykę, z jaką spotkało się rozbicie kampanii na trzy gry, po jednej dla każdej z ras. Otóż w pierwszym StarCrafcie łącznie mieliśmy 30 misji, tutaj jest ich 29. Tyle jeśli chodzi o zarzuty na temat krótszego czasu gry. Same etapy są bardzo zróżnicowane i bardzo rzadko sprowadzają się do &#8220;zabij przeciwników&#8221;. Raz na przykład musimy pozbywać się Zergów w dzień, a w nocy bronić bazę, a w innej planszy trzeba z kolei poruszając się małym oddziałem zniszczyć kilka określonych budynków, uważając by nie zostać zauważonym.</p>
<p>Jeśli graliście w kampanię w WarCrafcie III, poczujecie się jak w domu. Zadania wyglądają podobnie, tyle że bez ekwipunku i zdobywania przez bohaterów poziomów. Co prawda nie skończyłem jeszcze wszystkich misji, ale ponoć przejście kampanii za pierwszym razem w normalnym tempie zajmuje jakieś 16-20h. Patrząc na to, ile poświęciłem na to dotychczas czasu, jestem w stanie bez problemu w te liczby uwierzyć.</p>
<p>Misje to jednak nie wszystko &#8211; w nowym StarCrafcie bardzo duży nacisk położono na tak zwaną &#8220;meta-grę&#8221; &#8211; pomiędzy poszczególnymi mapami poruszamy się po statku rebeliantów &#8211; Hyperionie, w stylu <a href="http://img705.imageshack.us/i/wings006full.jpg/">przygodówki point&#8217;n'click</a>. Można wtedy wydać zarobione kredyty na <a href="http://img25.imageshack.us/i/wings002full.jpg/">wynajęcie najemników</a>, których przyzwać można korzystając z odpowiedniego budynku oraz <a href="http://img5.imageshack.us/i/techinterfacefull.jpg/">zakup upgrade&#8217;ów</a>. Najciekawsze jest jednak laboratorium &#8211; w trakcie trwania kampanii zdobywa się punkty technologiczne Zergów i Protosów, które można przeznaczyć na <a href="http://img269.imageshack.us/i/researchinterfacefull.jpg/">ciekawe wynalazki</a>, jak na przykład nowe jednostki, czy też automatyczne rafinerie. Co 5 punktów wybrać można jedno z dwóch ulepszeń. Drugie przepada &#8211; trzeba się więc dobrze zastanowić, co może się nam bardziej przydać.<br />
Najzabawniejsza z kolei jest kantyna &#8211; oprócz wspomnianego kupowania najemników można posłuchać muzyki z szafy grającej (zawiera między innymi Sweet home Alabama), a także zagrać na automacie w strzelankę <a href="http://uk.pc.ign.com/articles/110/1108961p1.html&quot;">Lost Viking</a> (gdzie bossem jest stworzony na potrzeby żartu prima-aprilisowego <a href="http://starcraft.wikia.com/wiki/Terra-tron">Terra-Tron</a>).</p>
<p>Kiedy już przejdzie się kampanię można pobawić się w zdobywanie całej masy dostępnych achievementów, które oprócz satysfakcji otwierają dostęp do nowych portretów do trybu multiplayer. O nim nie mam zamiaru się rozpisywać, bo robiłem to już chyba dwa razy wspominając o becie. Ot, stary dobry StarCraft z całkiem niezłym systemem znajdywania przeciwników. W dalszym ciągu idzie mi raczej kiepsko, ale z Vodhem udało nam się wczoraj po wielu trudach dostać do srebrnej ligi (druga od końca) w rozgrywkach 2 vs 2:</p>
<p><a href="http://sc2sig.com" target="_blank"><img src="http://sc2sig.com/s/eu/182379-1.png" border="0" alt="" /><br />
</a></p>
<p>Avatar za obejrzenie 10 wiadomości telewizyjnych między misjami &#8211; wybrałem ten, żeby siać postrach w sercach noobów.</p>
<p>Podsumowując, nie żałuję ani złotówki wydanej na StarCrafta II &#8211; żadna gra, a szczególnie RTS dawno tak mnie nie wciągnęła. Poza tym cieszę się z tego rozbicia gry na trzy mniejsze &#8211; multiplayer i tak dostępny jest &#8220;cały&#8221;, pierwszy dodatek według wstępnych szacunków pojawić się może <a href="http://kotaku.com/5599005/everything-we-know-about-the-next-starcraft-game">dopiero za 18 miesięcy</a>. Jeśli ma być tak dopracowany jak Wings of Liberty, czekam z niecierpliwością. Jeśli zaś chodzi o cenę pozostałych części, to z artykułu podlinkowanego wcześniej wynika, że mają kosztować tyle co dodatki, a nie pełnoprawne gry.</p>
<p><strong>Ciekawostka:</strong><br />
Pierwsza część StarCrafta została <a href="http://www.youtube.com/watch?v=IgA8mXj49rM">wydana na Nintendo 64</a>. A skoro mowa o rzeczach związanych z tą grą &#8211; może zainteresuje Was <a href="http://www.youtube.com/watch?v=d8-GrTdO2ZY">filmik z wersji japońskiej</a>.</p>
<p>PS: Jeśli macie konta Aiona i chcielibyście sprawdzić jak wygląda gra po połączeniu serwerów i wprowadzeniu patcha 1.9, będziecie mieli okazję zrobić to za darmo <a href="http://uk.aiononline.com/board/notices/view?articleID=789&amp;page=">od jutra do poniedziałku</a>. NCSoft włącza na ten okres konta wszystkim byłym graczom, a do tego mnoży dwukrotnie zdobywane wtedy doświadczenie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=708</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Troje Wspaniałych</title>
		<link>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=697</link>
		<comments>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=697#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Jul 2010 18:12:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Keii</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wpisy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?p=697</guid>
		<description><![CDATA[Tym razem dwie gry i serial. Najpierw jednak wydarzenia mniej więcej bieżące, chociaż w tej kategorii od początku wakacji kompletna posucha. Dwa razy wybrałem się do dentysty i mam nadzieję, że to zapewni mi spokój z zębami na najbliższy rok. Do tego w dalszym ciągu, z rosnącą niecierpliwością czekam na wyniki z ambasady i chociaż [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem dwie gry i serial.</p>
<p>Najpierw jednak wydarzenia mniej więcej bieżące, chociaż w tej kategorii od początku wakacji kompletna posucha. Dwa razy wybrałem się do dentysty i mam nadzieję, że to zapewni mi spokój z zębami na najbliższy rok. Do tego w dalszym ciągu, z rosnącą niecierpliwością czekam na wyniki z ambasady i chociaż w dalszym ciągu jestem praktycznie pewien porażki, jednak robię sobie nadzieję. Tyle z bułki z serem, przejdźmy do meritum.</p>
<p><strong>StarCraft II</strong></p>
<p>Już za parę godzin premiera najbardziej wyczekiwanego RTSa ostatnich lat. Osobiście nie mogę się doczekać swojego klucza (zamówiony na <a href="http://www.keye.pl">keye.pl</a>, jeśli komuś nie zależy na pudełku polecam uderzać tam &#8211; koszt tej przyjemności to 147 zł), który powinien pojawić się w skrzynce mailowej w okolicach północy.<br />
W razie gdyby kogoś ominęła ta informacja &#8211; nawet kupując polską wersję pudełkową, możliwe jest granie po angielsku &#8211; należy jedynie ściągnąć znajdującego się <a href="http://beta-eu.battle.net/en/info/digital-purchase">tu</a> klienta w odpowiednim języku.</p>
<p>Pisałem to już kiedyś, ale powtórzę raz jeszcze &#8211; nie lubię strategii. Nigdy nie potrafiłem efektywnie wprowadzać wydumanych taktyk w życie i poza paroma klasykami jak Red Alert, StarCraft 1, Warcraft III etc. z którymi miałem dość krótką styczność (zwykle w okolicach premiery), starałem się trzymać od tego gatunku z daleka. Mam wrażenie, że drugą częścią SC również bym się nie zainteresował, gdyby nie otrzymany od <a href="http://www.angrydwarfs.com/">SkyAce&#8217;a</a> buddy key (za który jeszcze raz chciałbym podziękować), po którego wykorzystaniu mogłem stoczyć wiele niezapomnianych gier, wraz z mocarną ekipą składającą się głównie z anba, Deepa, teuza, Vodha (kolejność alfabetyczna) i okazyjnie wspomnianego wcześniej SkyAce&#8217;a oraz Lilii (której bloga nie będę linkował dopóki go po raz bodaj piąty nie wskrzesi &#8211; to samo dotyczy Vodha).<br />
Fakt, zwykle przegrywaliśmy, ale i tak bawiliśmy się całkiem dobrze. No, chyba że graliśmy akurat przeciwko drużynom ze zdobycznymi avatarami, które często wystarczyły, by mocno naruszyć nasze morale.</p>
<p>Mam nadzieję, że gra szybko stanieje, aby więcej znajomych osób dołączyło do retaila. W końcu im nas więcej tym weselej. Na zachętę, ostatni (i zdecydowanie najlepszy) <a href="http://www.youtube.com/watch?v=C_E83GfWM-A&#038;feature=player_embedded">trailer</a>.</p>
<p><strong>Friends</strong></p>
<p>W ramach czekania na premierę powyższego tytułu, skończyłem wreszcie 10 i zarazem ostatni sezon <a href="http://www.filmweb.pl/Przyjaciele">Przyjaciół</a>. Muszę przyznać, że był to najlepszy serial jaki w życiu widziałem. Humor może nie zawsze najwyższych lotów, ale co z tego, skoro zwykle co parę minut wybuchałem głośnym śmiechem. Genialne dialogi oraz ciekawe perypetie grupy głównych bohaterów pozwoliły mi bardzo zżyć się z postaciami. Chociaż całość miała słabsze momenty i wątki, potrafiące trwać nawet kilka odcinków, mimo to mogę z czystym sumieniem polecić Przyjaciół wszystkim fanom komedii.<br />
O tym, jak bardzo seria ta mi się podobała może świadczyć fakt, że nie mogę doczekać się obejrzenia odcinka &#8220;za kulisami&#8221; &#8211; zwykle nie chce mi się na takie niekanoniczne rzeczy tracić czasu.</p>
<p>Edit: Zapomniałbym dodać. Chandler rządzi.</p>
<p><strong>Red Dead Redemption</strong></p>
<p>RDR określa się jako &#8220;GTA na dzikim zachodzie&#8221; i trzeba przyznać, że stwierdzenie to najlepiej chyba opisuje ten tytuł. Najnowsze dziecko odpowiedzialnej za symulatory przestępcy firmy Rockstar nie miało w naszym kraju (a jeśli chodzi o ścisłość &#8211; w całej Europie) gładkiego startu. Ponoć z powodu zatonięcia statku z kopiami gry, wersja na PS3 bardzo długo nie była dostępna w normalnej sprzedaży i osiągała na Allegro ceny rzędu 219 zł. Na szczęście w ostatniej chwili złożyłem swój preorder, więc mogłem cieszyć się RDR w dniu premiery, przez całe dwie godziny &#8211; potem wróciłem do nauki sesyjnej, a interaktywny western powędrował na półkę, gdzie do niedawna łapał kurz.</p>
<p>Czemu w ogóle zainteresowałem się tym tytułem? Nie lubię sandboxów, a fakt że pakują je ostatnio wszędzie gdzie się da nie sprawi raczej, że szybko się to zmieni. Do tego westerny zawsze mnie nudziły &#8211; nie byłem w stanie wysiedzieć przy nich więcej niż 10 minut bez ziewania. Okazało się jednak, że jestem bardzo podatny na hype i przedpremierowy szał złapał mnie w swe sidła. Perspektywa multiplayera przemierzania stepów Ameryki wraz z grupą znajomych w trybie Free Roam, gdzie można zmierzyć się z gangami NPCów albo grupami innych graczy ostatecznie przekonała mnie do zakupu.<br />
Czas mijał, hype opadł, a ja wróciłem do RDR chyba tylko po to, żeby pograć razem z teuzem, który parę dni temu sam zaopatrzył się w płytę z przygodami Johna Marstona (główny bohater trybu dla jednego gracza). Jako, że nie samym multiplayerem człowiek żyje, postanowiłem popchnąć do przodu fabułę singla i okazało się, że gra jest dużo lepsza niż się spodziewałem.</p>
<p>Grafika pod względem jakości nie robi może oszałamiającego wrażenia &#8211; niska rozdzielczość podczas grania na ustawionym dość blisko monitorze jest bardzo widoczna. Do tego, jak to zwykle w tak rozbudowanych tytułach bywa, wszędzie pełno jest przeróżnych glitchy &#8211; obiekty znikają, postaci blokują się w przejściach, często mają miejsce dziwne przeskoki itd. itp.<br />
Mimo to, kiedy człowiek wjedzie na położony wysoko punkt i spojrzy na rozciągający się przed oczami krajobraz, widok aż zapiera dech w piersiach. Poboczne zadania, zarówno te generowane losowo jak i te &#8220;zwykłe&#8221; skutecznie odciągają od właściwej rozgrywki &#8211; ile razy zatrzymałem się na trasie, bo kogoś porwano/rabowano/był atakowany przez wilki (to ostatnie zdarzyło się także mi &#8211; z krzaków wyleciało całe stado i gdyby nie grupka podróżnych, w stronę których uciekłem, musiałbym ładować ostatniego save&#8217;a). Niestety w sytuacjach, gdy trzeba pomóc jednej z dwóch grup ludzi, często nie potrafię odróżnić atakowany od atakujących &#8211; szczególnie jeśli obie strony zajęte są wymianą ognia. Zwykle wtedy atakuję &#8220;tych dobrych&#8221;, a przez co spada mi wskaźnik honoru.</p>
<p>Multiplayer, będący powodem ponownego zainteresowania grą, również prezentuje się znakomicie. O ile wspomniane wcześniej wspólne przemierzanie prerii nie okazało się tak ciekawe jak przypuszczałem, a wszelkie deathmatche również mnie nie bawią, tryb kooperacji potrafi dać naprawdę dużo frajdy. Wspólna ucieczka dyliżansem, kiedy jeden z graczy prowadzi, a drugi ostrzeliwuje nadjeżdżających zewsząd napastników (we dwóch jest zdecydowanie ciężej niż w czwórkę) lub obrona atakowanego przez przestępców domu po uprzednim zinfiltrowaniu go na długo zapadają w pamięć.</p>
<p>Podsumowując, jest to naprawdę solidny tytuł, a dla fanów westernów/sandboxów pozycja wręcz obowiązkowa.</p>
<p><strong>Ciekawostka:</strong> (by <a href="http://www.iamnotevenhere.blogspot.com/">Rynn</a>)<br />
<a href="http://www.youtube.com/">YouTube</a> od pewnego czasu posiada bardzo ciekawą funkcję, o której nie wie większość użytkowników. Jesteście ciekawi cóż to takiego? Wykonajcie poniższe kilka kroków, a się przekonacie:<br />
1. Włączcie jakikolwiek film, wykorzystujący nowy player.<br />
2. Kliknijcie gdzieś w środek paska postępu, żeby pokazało się kółko przewijania.<br />
3. Kliknijcie na okno filmiku kursorem (żeby focus nie był na wspomnianym pasku) i naciśnijcie którąkolwiek strzałkę na klawiaturze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nippun.aevi.pl/dotmemories/?feed=rss2&amp;p=697</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
