logo
 

3D czar

26 12 2009 22:40

wyczesany11Dzisiejszy wpis nie jest właściwą poświąteczną notką, służyć ma raczej podsumowaniu wrażeń po wersji 3D Avatara, czyli wielomilionowej produkcji, która o ile dobrze pamiętam miała zrewolucjonizować filmy w ogóle.

Dla osób, które nie lubią czytać długich wywodów – nie udało jej się to.

Mniej więcej godzinę temu wróciłem z seansu w Katowickim IMAXie, więc postaram się na świeżo opisać wrażenia (bez spoilerów).
Pierwsza rzecz, którą warto zwrócić uwagę, jest potraktowanie po macoszemu osób, które noszą okulary. Rozumiem, że jeśli jedynym sposobem na cieszenie się efektami jest ubranie magicznych 3d gogli, ciężko wymyślić coś innowacyjnego, ale IMAXowa para patrzałek mogłaby mieć taki kształt, żeby w ogóle nie kolidowały ze zwykłymi albo przynajmniej nie wrzynały się tak potwornie w uszy. Niestety, nie było w 100% wygodnie, ale dało się przeżyć. Inna sprawa, że w trakcie seansu nie było żadnej przerwy, co zaowocowało bólem głowy pod jego koniec – ponoć w kinach na przykład austriackich mniej więcej w środku widzowie mają moment odpoczynku, żeby nie opuścić sali z bólem głowy.
Tyle narzekania ogólnego. Z drugiej strony ekran był naprawdę ogromny co w połączeniu z trójwymiarem potęgowało wrażenie “bycia w centrum zdarzeń”. Poza tym jeśli ktoś chce wybrać się na Avatara, szczerze polecam wersję trójwymiarową, bo pójście na zwykłą moim zdaniem mija się z celem.
Graficznie jest pięknie. Fakt, jest sztucznie, ale dokładnie tak, jak sztucznie być miało. Zarówno Na’vi, roboty, statki, rośliny i dziwaczna flora Pandory zrobione są z ogromną dbałością o szczegóły i tak naprawdę nie ma się czego czepiać.
Z drugiej strony, jeśli chodzi o fabułę… Nie spodziewałem się niczego na miarę nawet średnio dobrej powieści i zgodnie z przewidywaniami niczego takiego nie otrzymałem. Chociaż spotkałem się z pozytywnymi opiniami, to dla mnie całość była raczej do oglądania niż przeżywania, chociaż parę ciekawych momentów się znalazło, owszem.
Czy warto iść? Jeśli lubicie oglądać produkcje efekciarskie, to zdecydowanie tak, ale koniecznie na wersję 3D (jeśli nie mieliście wcześniej styczności z tą technologią, to tym bardziej).
Czy Avatar w jakikolwiek sposób zrewolucjonizował kino? Wydaje mi się, że nie. Fabularnie na pewno, a tworzenie filmów w dwóch wersjach prawdopodobnie w dalszym ciągu jest na tyle drogie, że nie będzie brane pod uwagę w przypadku filmów innych niż murowane hity.

Ciekawostka: (by Rynn)
Niektóre gatunki kleszczy mogą nie jedząc czaić się na zdobycz nawet przez 18 lat.

Zapytania:
Bieda taka, że poczekam z wrzuceniem ich do pełnoprawnej poświątecznej notki, licząc na to, że dojdzie coś ciekawego.

Wesołego ostatniego wieczoru świąt
Keii

PS: Wyczesany avatar prezentujący jak bardzo 3D > nie 3D (tak, on miał tak wyglądać) jest autorstwa Irin.
PS2: Za towarzystwo (i pomoc) przy odbiorze biletów dziękuję Ravenowi, bo inaczej nie da mi żyć na gg.

Zimno.

19 12 2009 18:44

Link-hasemoJest zimno. Tak potwornie zimno, że wyjście na więcej niż 5 minut skutkuje nieodpartym wrażeniem, że zaraz odpadnie mi nos. Może przesadzam, ale naprawdę kiepsko znoszę niskie temperatury. I to bynajmniej nie z racji masy ciała, tylko wrażliwej skóry na twarzy, o. Tak czy inaczej już jutro ma być cieplej – całe szczęście, bo planuję wybrać się z Ravenem do IMAXu po odbiór rezerwacji na Avatara (wymyślili sobie, że trzeba zrobić to 48h przed seansem, a nie jak zwykle – 30 minut) oraz do Silesia City Center. Jeśli miałbym to wszystko robić w temperaturze -15, to chyba zabrałbym jakiś przenośny piecyk (i transformator).
Abstrahując od temperatury, przyznam że nie spodziewałem się takiego natłoku rzeczy, o których można pisać. A przynajmniej nie przed świętami. Narzekać jednak nie będę, gdyż są w lwiej części bardzo pozytywne. Może oprócz ciekawostki, która sprawiła, że zwątpiłem w prawie wszystko, w co dotychczas wierzyłem.

Anime

Zimowy sezon jest już całkiem blisko, a w nim… Nic ciekawego! No, prawie, bo Sora no Woto zapowiada się ciekawie. Nie dajcie się zwieść moe na artach, to może być całkiem interesująca seria. Do tego Durara, która z tego co czytałem również ma szanse być czymś ponadprzeciętnym. Pełna rozpiska tutaj.
Jeśli zaś chodzi o jesienne tytuły, wczoraj skończyłem Nyan Koi!. Historia została urwana tak, by pozwolić na w miarę proste doczepienie kontynuacji w razie gdyby DVD sprzedały się dobrze, co z jednej strony irytuje, a z drugiej cieszy – jeśli tylko sequel nie zostanie potraktowany jak druga seria Nogizaki.

Gry

PS3
Z powodu dość atrakcyjnej promocji na raty 0% w Media Markcie/Saturnie/Media Expresie postanowiłem zaopatrzyć się w Playstation 3. Po długim zastanowieniu w sklepie koniec końców zdecydowałem się na bundle z Uncharted 2. Ponoć gra roku i w ogóle, a fakt że jest krótka jakoś specjalnie mi nie przeszkadza. Z powodu niskiej ceny zamówiłem z YesAsia wersję EX (zawiera wszystkie patche + ma niższą cenę) White Knight Chronicles oraz preorderowałem w Ultimie Bayonettę, o której więcej możecie przeczytać niżej, w opisie wrażeń z trzech dem, z którymi miałem przyjemność mieć styczność. Jeśli o zakupy chodzi, to przez najbliższe parę miesięcy zaopatrzę się jeszcze obowiązkowo w Final Fantasy XIII, pomimo negatywnych opinii niektórych japońskich graczy.

Dema… Pamiętam czasy, kiedy z wypiekami na twarzy wkładałem do napędu nową płytę z CD-Action, żeby sprawdzić nowości o których mogłem jedynie poczytać. Czasy się jednak zmieniają, a ja od paru lat nie zawalam już dysku tymi śmieciami, które tylko zamulają system. W przypadku PS3 sprawa wygląda jednak inaczej, bo inaczej niż u znajomego/ściągając demo gry przetestować się nie da. Na PSN można na szczęście znaleźć wersje próbne całkiem ciekawych tytułów. Jedyną wadą takiego rozwiązania jest konieczność ściągania plików rzędu 500 MB – 1,6 GB, co na niezbyt szybkim łączu potrafi zająć trochę czasu. Z pomocą przychodzi tu tryb ściągania w tle, ale mimo to brakuje trochę opcji ustalenia limitu transferu. Na chwilę obecną jestem po sprawdzeniu trzech gier, z których wrażeniami zamierzam się podzielić.

Bayonetta (wspomniane 1,6 GB) – jest bosko, psychodelicznie, a animacja rwie się tylko od czasu do czasu (damn you, Sega). Zdziwiło mnie trochę, że walka sprawiła mi o wiele więcej przyjemności niż w podobnym bądź co bądź Devil May Cry. Widać ojciec serii nauczył się na własnych błędach. Rozgrywka jest dynamiczniejsza, niektóre ataki chore, a do tego dochodzą jeszcze przegięte fatality. Wykorzystanie broni, którą zostawiają przeciwnicy po śmierci również zostało wykonane z pomysłem, gdyż czasem pozwalają one na robienie specjalnych ataków wymagających na przykład kręcenia kółek na padzie. Jak dla mnie tytuł ten to zdecydowanie DMC 2.0 i miły powiew świeżości, gdyż seria z mogącym zapłakać diabłem w roli głównej wraz z czwartą częścią popadła już w stagnację.
Szkoda jedynie, że grę na PS3 z X360 konwertowała Sega, która przez ostatnie parę lat zalicza właściwie porażkę za porażką. W efekcie dostaliśmy 30 fps mniej, gorszą jakość tekstur oraz okazjonalne chrupnięcia animacji. Szkoda gadać…

Dante’s Inferno (~1,1 GB), czyli God of War w klimatach Boskiej Komedii po liftingu. Czytałem co prawda o podobieństwach do przygód Kratosa, ale nie przypuszczałem, że aż tak. Sposób walki, ciosy, orby z przeciwników (wiem, że rozwiązanie było już w DMC, ale zrobione jest bardziej na modłę GoW), a nawet fontanny odnawiające życie i manę. Oczywiście są rozwiązania nowe, jak na przykład oddzielne poziomy Holy i Unholy, które zdobywa się wykańczając przeciwników naciskając po złapaniu delikwenta odpowiednio kółka lub kwadratu. Pomysł ciekawy, ale kuleje trochę wykonanie. Za zwykłe ubijanie oponentów otrzymujemy bowiem jedynie fundusze na nowe umiejętności (podzielone na Święte i Nieświęte drzewka). Całość podzielona jest w widoczny sposób na areny. Małe areny, należałoby dodać, chociaż rozmiarem niewiele odstają od tych z GoW. Jeśli zaś chodzi o historię, to Dante jest tu krzyżowcem, który zamordowany podczas krucjaty stacza walkę ze Śmiercią (dosłownie), zabijając ją i kradnąc broń. Po powrocie do domu, zamiast oczekującej na niego Beatrycze znajduje jedynie jej trupa, z którego po chwili wychodzi dusza i od razu zostaje porwana do piekła. Mężczyzna oczywiście podąża za swoją wybranką, która czeka na niego 9 poziomów piekła dalej. O ile setting podoba mi się bardziej niż eksploatowana dziesiątki razy antyczna Grecja i jej mitologia, to jednak w wykonaniu zabrakło tej iskry geniuszu. Jeśli jednak jesteście bardziej pro-GoW niż pro-DMC warto spróbować, a nuż się Wam spodoba. Gra dostępna jest zarówno na X360 jak i PS3.

Ninja Gaiden Sigma 2 (~650 MB) – ulepszona wersja kontynuacji przygód Ryu Hayabusy, czyli rzeźnia, rzeźnia i jeszcze raz rzeźnia. Pierwsze co rzuca się w oczy to konieczność blokowania. Skupienie się na ofensywnie to bardzo zły pomysł i najkrótsza droga do grobu, bowiem przeciwnicy są nieludzko wręcz odporni. Rozumiem, gdyby obrywali drewnianym kijem, ale żeby po tylu cięciach kataną/pazurami itp. w dalszym ciągu stać na nogach? Ciekawe. Walka ogólnie jest dość chaotyczna, a na dodatek kamera nie pomaga, chociaż i tak jest ponoć o niebo lepiej niż w pierwowzorze. Gra nie wciągnęła mnie jednak na tyle by zastanawiać się nad zakupem – pamiętam, że kiedy po raz pierwszy grałem w Ninja Gaiden, jeszcze na pierwszym X-pudle, zrobiła na mnie o wiele większe wrażenie. Teraz miała tego pecha, że testowana była jako trzeci przedstawiciel tego typu rąbanek i możliwe, że padła po prostu ofiarą znudzenia.

PSP
.hack//Link. Jedna z gier dla których kupiłem PSP doczekała się w końcu dema. Uczucia? Mieszane, niestety. Z przeładowanych dramą RPG z walką w czasie rzeczywistym obdarto eksplorację i zostawiono bardzo małe obszary, na których walczy się z kolejnymi przeciwnikami. System walki został trochę zmodyfikowany, bowiem po przebiciu się przez zbroję przeciwnika mamy możliwość wykonania juggle’a, który polega na naciskaniu jednego z przycisków na konsoli kiedy ikona reprezentująca oponenta znajdzie się w odpowiednim miejscu paska ataku. Analogicznie sytuacja wygląda przy odpalaniu potężnych Cross Rengeki (takie Super Combo z partnerem), gdzie jednak w miejscu paska pojawia się kółko i wskazówka. //Link jest grą dla fanów, tak przynajmniej mi się wydaje. Główna jej siła będzie leżała zapewne w możliwości bycia w dwuosobowym party z jedną z ponad 100 postaci z uniwersum .hacka. Wybierając odpowiednie odpowiedzi na pytania w stylu “Mam się bronić czy atakować?” pojawiające się w losowych momentach oraz będąc skutecznym w walce można zwiększać zażyłość z towarzyszem, co owocuje zapewne nowymi atakami i większą przydatnością sterowanej przez konsolę postaci. Do tego dochodzi też tryb dla dwóch osób, którego zapewne nigdy nie będę w stanie wypróbować. Z ostateczną oceną wstrzymam się co prawda do premiery pełnej wersji, ale na razie zapowiada się “gra na 7″.

Kurulin Fusion – gra logiczna z muzyką reklamowaną o ile dobrze pamiętam jako “Uematsu spotyka Bacha”. Rozgrywka to coś w stylu Super Puzzle Fightera, z dodatkową przeszkadzajką w postaci wysuwających się od dołu klocków. Nie wciągnęło mnie ani trochę, bardzo szybko sobie darowałem.

Metal Slug XX, czy też raczej MS 7 PSP. Tak, ma multiplayer (i tak nie mam z kim grać) i nie, grafika właściwie nie została poprawiona w stosunku do wersji DSowej. Co prawda tam narzekałem na pikselozę, a tutaj doczepię się bardzo brzydkiego rozmycia, ale fakt pozostaje faktem – nowy Metal Slug jest brzydki. Podobnie jak z powyższym KF odpuściłem sobie bardzo szybko, w razie czego przejdę 7 na konsolce Nintendo, w końcu została mi już tylko ostatnia misja.

Ciekawostka (by Sir Spyro)
Żarówki energooszczędne emitują promieniowanie UV B, powodujące raka skóry, kataraktę oraz zaćmę (dwa ostatnie to efekt koagulacji białek w oku oraz zmętnienia soczewki). Do tego mają niejednolite widmo, co niszczy wzrok.

Bonus – link z opisem, jak bardzo “ekologiczne” żarówki są ekologiczne.

Zapytania: (posucha, ludzie pewnie sprzątają przed świętami zamiast googlować)
big brain academy recenzja Dobra gra, szczególnie przez multiplayer. Jedyna wada – konieczność myślenia.
bimber 4story
chcę napisać na nk czym aktualnie się zajmuję I…?
czy mozna miec polpasiec dwa razy w tym samym roku
czy na serverze sylvanas sa duze kolejki? Tylko wieczorami, a i tak do Aionowych po premierze się nie umywają.
do the sims dodatki z meschem
gra point and click kot robak dostaje się na ziemie
jak zabiora prawko na rok to po jakim czasie trzeba robic od nowa
jak znaleźć dziewczynę emo
praca licencjacka zabójstwo z afektu Jak całkiem niedawno można było zaobserwować – zdania specjalistów z różnych dziedzin są podzielone.
synchronizacja plików gry cod mw2 mp z serwisem steam cloud nie powiodła się Oj tak, ile razy to widziałem…
tarcza szturmowca quake

Wesołych Świąt
Keii

PS: Dzisiejszy avatar z Hasemo jest autorstwa GoNik.

Przedświątecznie

12 12 2009 00:44

hasemo4Przerwa między tym a poprzednim wpisem to mniej więcej dwa tygodnie, więc nie jest źle – jakąś normę pewnie wyrabiam. Co ciekawe, jeszcze trzy dni temu, kiedy robiłem pierwsze podejście do tej notki, oprócz zmęczenia i bólu głowy spowodowanego pogody, zaniechałem tego pomysłu, stwierdzając że nie mam właściwie o czym pisać. O ile przez ten czas zdarzyło się parę rzeczy, związanych głównie z MMORPG, to resztę właściwie mógłbym przelać na tekst już wcześniej. Musiałem naprawdę kiepsko się czuć, skoro nie zdawałem sobie z tego sprawy. W dalszym ciągu mam co prawda nadzieję, że ciśnienie się ustatkuję i moje samopoczucie wróci do normy, ale nie jest przynajmniej tak tragicznie jak chociażby przedwczoraj.

Bułki z serem

Czas upływa mi ostatnio głównie na nauce na kolokwia oraz graniu i czytaniu. Do tego dodać należy samokształcenie, głównie w zakresie słówek i znaków. Jeśli chodzi o sprawy uczelniane, to muszę pochwalić się, że po ponad miesiącu czekania i niepewności okazało się, że w tym roku będę jednak dostawał stypendium. Mam nadzieję, że skutecznie zmotywuje mnie to do przygotowań do skrajnie trudnego egzaminu na wyjazd do Japonii. Bardzo wątpię, że uda się go zdać, ale kto wie, może mi się poszczęści.

Ze spraw bardziej życiowych, bodaj dwa tygodnie temu postanowiłem, że będę robił gry. Bynajmniej nie po raz pierwszy, ale nigdy wcześniej nie zabierałem się do tego z takim zapałem. Zacząłem czytać książki mające przybliżyć sposób w jaki można dostać się do firmy zajmującej się developingiem, snuć plany… Bardzo szybko niestety osoba pracująca w branży uświadomiła mi, od jak bardzo złej strony do tematu podchodzę oraz oświeciła, że praca przy tworzeniu gier wygląda trochę inaczej niż to sobie wyobrażałem, z kwalifikacjami potrzebnymi do jej dostania włącznie.
Na szczęście mam jeszcze dwie alternatywy, które zapewne wypróbuję. Pierwsza to pisanie artykułów na serwisy/do prasy branżowej, chociaż na razie jest z tym delikatnie mówiąc licho. Gram.pl nie odpowiada na maile w ogóle, ale jestem w stanie to zrozumieć. Dopiero za drugim razem dołączyłem newsa, który jednak nie został opublikowany – mówi się trudno i ewentualnie próbuje się dalej.
Próbowałem też szczęścia w serwisie Gry-Online, jednak tam również pocałowałem klamkę.
Nie będę nikogo oszukiwał, że mnie to nie zraziło, bo jako osoba woląca wiedzieć na czym stoję zdecydowanie szczęśliwszy byłbym po dostaniu chociażby informacji, żebym spadał na drzewo. Mimo to w dalszym ciągu planuję poczynić pewne kroki w kierunku pisania bardziej “fachowego” – w planach bliższych niż dalszych mam otwarcie pod adresem dotlog.eu bloga, w którym umieszczałbym recenzje/felietony i ewentualnie newsy o tematyce growej. Całość zapewne będzie po angielsku, bo primo – język nieużywany rdzewieje i secundo – w ten sposób więcej osób będzie go mogło przeczytać. Do zrobienia został właściwie jedynie layout, jednak nie mam na niego absolutnie żadnego pomysłu. Liczę na olśnienie podobne do tego, w wyniku którego powstało dotMemories, ale obawiam się, że istnieje ryzyko, iż będę musiał trochę na nie poczekać. Za to obiecać mogę zagnieżdżone komentarze, szukanie i (może) tagi. Tutaj pewnie też wprowadzę te funkcjonalności, ale to dopiero przy przemeblowaniu.
Alternatywa numer dwa to tłumaczenia. Dzięki pewnym znajomościom zacznę niedługo tłumaczyć grę Code Geass DS z japońskiego na polski. Następnie planuję przełożyć coś z angielskiego i oba skrypty spróbować złożyć do odpowiednich firm. Mimo nikłych szans na powodzenie wolę być dobrej myśli, w końcu to zawsze jakieś doświadczenie.
Prosiłbym więc o trzymanie kciuków za powodzenie obu tych planów, wsparcie psychiczne na pewno się przyda.

Film

Co prawda tylko jeden, ale swego czasu było o nim dość głośno. Galerianki bo o nim mowa to ponoć debiut reżyserki Katarzyny Rosłaniec jeśli chodzi o filmy pełnometrażowe. Jest do druga wersja Galerianek – poprzednia, która również jest dziełem pani Katarzyny miała około 30 minut i opowiadała mniej-więcej tę samą historię co pełnometrażówka.
Niestety, wyraźnie widać brak doświadczenia – niektóre sceny nie mają absolutnie żadnego sensu i pozostawiają jedynie widza coraz bardziej skonfundowanego, po innych widać, że miały coś przekazywać, ale nie do końca wyszło. Przekaz jest jasny i pisać o nim nie mam zamiaru. Jeśli ktoś nie orientuje się zupełnie odnośnie tematyki – film opowiada o gimnazjalistce, która żeby być bardziej akceptowana wśród rówieśników chce przyłączyć się do koleżanek parających się prostytucją za “prezenty” i ogólnie pojęty sponsoring. Nie chcąc wpaść w mentorski ton i wychwalać “starych, dobrych czasów” stwierdzę jedynie, że jeśli zjawisko to faktycznie występuje na szerszą skalę, to jest to bardzo… Smutne.

Literatura

Co prawda nie nabyłem ostatnio nowych książek, gdyż opinie znajomych na forum Tanuki skutecznie odstraszyły mnie od obu cykli Trudi Canavan, ale postanowiłem za wrócić do Tigany. Po pierwsze dlatego, że cały czas leży na biurku, przez co czuję się jakby rzucała mi wyzwanie (+zajmuje miejsce), a po drugie, bo lubię czytać a poprzednio ledwo tę książkę nadgryzłem.
Wrażenia po 250 stronach? Zdecydowanie jest źle. Intryga wciąga, a jednoczesne śledzenie losów kilku grup bohaterów zawsze mi się podobało. Niestety, tytuł ten posiada jedną, ogromną jak dla mnie wadę – jest wręcz przeładowany wszelkimi nazwami własnymi oraz dziwnie brzmiącymi imionami. Poza paroma głównymi postaciami i jednym krajem nie mam pojęcia kto jest kim, co gdzie leży i pod czyim jest panowaniem. Z doświadczenia wiem, że tak będzie to wyglądało do samego końca, ale postaram się przetrwać tę niedogodność, bo kiedy historia nie schodzi na politykę jest naprawdę bardzo ciekawie.

Anime

Zapał do oglądania w dniu premiery lub niedługo później nowych odcinków aktualnie wychodzących serii zebrał się i uciekł. Nie mam pojęcia co się stało, ale ani trochę nie mam ochoty nadganiać zaległości. 9 (dziś dojdzie jeszcze jeden) odcinków czeka na obejrzenie, a tutaj klops. Nawet jeśli przy posiłku zaczynam seans, to jak tylko skończę jeść wyłączam odtwarzacz i zajmuję się czymś innym. Jest to o tyle irytujące, że głównym powodem dla którego w ogóle zawracam sobie tym głowę jest ćwiczenie zrozumienia japońskiego ze słuchu, więc nie powinienem traktować tego bynajmniej jak “przyjemności odłożonej na później”. Mam nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy, bo mam anime’owego lenia do tego stopnia, że obejrzałem na razie 10 minut najnowszego (i zarazem ostatniego) filmu Kara no Kyoukai, na który czekałem bądź co bądź parę miesięcy.

Gry

To się nazywa pech. Po paru latach mam komputer, na którym mogę grać w nowości i jak na złość na rynku posucha. Na następne dobre gry na blaszaka przyjdzie czekać do lutego-marca 2010, kiedy to premiery będą miały: nowe Aliens vs. Predator, Battlefield: Bad Company 2 i Asssassin’s Creed 2. Jeśli o zapowiedzi chodzi, dziś na GameTrailers pojawił się teaser nowej gry z Transformersów. Szkoda, że zabiera się za to studio, które na koncie ma jedynie dwie średnio-dobre gry (Stranger i Bourne), no ale może pokażą co potrafią. Mam szczerą nadzieję, że w końcu powstanie jakaś dobra gra na tej licencji.
Na razie musi mi wystarczyć nowa Zelda na DSa (Spirit Tracks), przed której zaczęciem muszę skończyć Phantom Hourglass. Główną przeszkodą jest to, że zupełnie nie pamiętam gdzie teraz powinienem się udać i o ile w poprzednich częściach można było dowiedzieć się tego od towarzyszy (łódka, Navi), to tutaj nie wiem nawet, gdzie takową informację zdobyć. Tak więc na razie zrezygnuję z przygód Linka, które zresztą jakiś czas temu mi się przejadły.
Z ciekawych premier na DSa – stosunkowo niedawno wyszła inna gra z “wyższej półki”, a mianowicie Might & Magic: Clash of Heroes. Wbrew tytułowi z poprzednimi M&M nie ma praktycznie nic wspólnego – jest to bowiem RPG z systemem walki zaczerpniętym z gry Critter Crunch wzbogaconym o umiejętności specjalne postaci itp. Jeśli lubicie tego typu szybko uzależniające tytuły logiczne, polecam spróbować. Sam aktualnie zagrywam się w oparte na Bejeweled Biotronic na facebooku i o ile w PuzzleQuescie (ta sama mechanika) szło mi kiepsko, to tutaj jestem prawie najlepszy wśród znajomych. Przyjemne na szybkie odstresowanie lub zabicie czasu.
Dla relaksu urządzamy też w mieszkaniu przynajmniej jeden mecz dziennie przez Quake Live’a. Dueling Keeps, 3 vs. 3, czyli my kontra świat. Dla wszystkich graczy w Q3 dość istotna informacja – dwa dni temu zmieniono hitboxy (strefy, trafiając w które zadajemy obrażenia) z prostopadłościennych na cylindryczne. Jest to znaczna poprawa, przynajmniej w teorii – osobiście nie zauważyłem żadnej różnicy.

MMORPG

Owszem, po zakupieniu pełnej wersji Aiona i nabiciu 30 poziomu zarzekałem się, że już nigdy nie zagram w WoWa. “Bo Aion to to samo, tylko lepsze i ma world pvp”. Życie jednak jak to ma w zwyczaju zweryfikowało te słowa i po raz kolejny wróciłem do Azeroth. Po raz pierwszy chyba mam też opłacone konta w dwóch różnych MMO, ale związane jest to raczej ze stypendium oraz faktem, że w Aiona do czasu wprowadzenia większych zmian nie mam zamiaru wracać.
Co skłoniło mnie do tej decyzji? Grind. Tylko tyle i aż tyle. Produkcja NCSoftu jest do cna azjatycka mimo prób maskowania tego przez questy i mniejszą ilość doświadczenia potrzebną do zdobywania kolejnych poziomów. W dalszym ciągu jednak proces jest bardzo żmudny, a zadań mających stanowić zamiennik wyrzynania kolejnych tysięcy potworów na wyższych levelach po prostu brakuje. W sytuacji, kiedy MMORPG ma być dla mnie odskocznią, na którą poświęcać planuję około godziny dziennie, zabicie przez ten czas 50 mobów i ewentualne szukanie drużyny do instancji to nie najlepszy sposób na jego spędzenie.
Tutaj WoW zdecydowanie prowadzi, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę naprawdę ciekawe (szczególnie w porównaniu do poprzednich) i nietypowe questy. Dodatkowo levelować da się też bardzo skutecznie przez Battlegroundy, co jest kolejnym plusem. Na koniec wspomnę o ostatniej aktualizacji (3.3.0), która wprowadza system automatycznego szukania drużyny do instancji – w przypadku graczy bezgildyjnych, takich jak ja, jest to pomysł idealny, gdyż eliminuje potrzebę wrzeszczenia na Generalu i LFG za każdym razem, kiedy będę musiał zrobić jakiś quest w dungeonie.
Jeśli więc gracie na serwerze Sylvanas (przeniosłem tam postać z Venture, bo jednak duże zaludnienie to ogromna zaleta), dajcie znać.

Ciekawostka: (by Marcin)
Około 1/3 (!) ludzi jest nosicielami gruźlicy.

Zapytania:
grafika trzech kroli
jak zrobić lalkę z akrylu
zrywanie paznokcia Przereklamowane. Zarówno jeśli chodzi o ból, jak i skuteczność…
jak zrobić dużego anioła Zapewne podobnie jak małego.
ostatni odcinek twarzą ameli
napisać recenzję z jednego odcinka m jak miłość
co znaczy ad rem po lacinie
dragon age hentaii Facepalm. A raczej “Rule 34″.
force unleashed+nie mozna zmienić rozdzielczości w launcherze Owszem, można.
imiona nieznanych dziewczyn emo
gry dziewczyńskie, i mają być sims
jak jest po chinsku połpasiec
problemy z devil may cry 4 nero wolno chodzi Problemy z komputerem, jest słaby.
jak ulozyc kulki w machinarium Prawidłowo.
jak zaznaczyc lokacje aion Bodaj Ctrl albo Shift + RMB na mapie.
jak zmienic jezyk w ninja blade W opcjach.
jak zrobic sobie fryzura na pusha
kucie mieczy samurajskich
praca dyplomowa zabójstwo w afekcie
stodolowe wiersze
zdjecia zmutowanych ludzi

Spokojnego weekendu
Keii

PS: Dzisiejszy avatar z Hasemo jest autorstwa Crofe.

Skrzydlate robotów sny

27 11 2009 02:33

Robocik-avSezon grypowy w pełni. W mieszkaniu dwie osoby czują się gorzej, na roku również parę kaszle, skarży się na ból gardła lub po prostu nie przychodzi na zajęcia. Mam szczerą nadzieję, że moja odporność w dalszym ciągu wzmocniona jest po ostatniej chorobie, która miała miejsce chyba 1,5 miesiąca temu i nie da ciała. Do wszystkich chorych – zdrowiejcie szybko, najlepiej w domu, żeby niepotrzebnie nie zarażać innych. Szybciej Wam się poprawi i nie będziecie mieli nieprzyjemnych komplikacji. Dzisiejszy wpis nie będzie niestety zawierał części filmowej, gdyż od czasu poprzedniego najnowszy odcinek The Big Bang Theory był jedyną dłuższą produkcją z aktorami, którą widziałem.
Na szczęście szykuje się trochę laby, bo ten tydzień zdecydowanie do łatwych i przyjemnych nie należał, głównie przez ilość nauki (śródsemestralne testy ze znaków ftw.). Teraz na szczęście mam czas na chwilę oddechu w miłym towarzystwie i ogólny relaks. A już niedługo przerwa świąteczna, więc ogólnie nie jest źle.

Edit: Moment, zapomniałem zupełnie o filmie, który oglądaliśmy na zajęciach:

Film

Twilight Samurai jest ponoć filmem dobrym. Według wiki wygrał nawet jakąś nagrodę na festiwalu, niestety nie pamiętam jakim i przyznam szczerze, że sprawdzać mi się tego nie chce. Ocena na Filmwebie zdaje się potwierdzać pozytywne opinie, ale szczerze powiedziawszy historia Seibeia – tytułowego “Samuraja – Zmierzch”, zupełnie do mnie nie przemówiła. Sprawiedliwość oddać trzeba filmowi jeśli chodzi o poziom aktorstwa, bowiem stoi ono na dużo wyższym poziomie niż w większości produkcji japońskich. Możliwe, że bardziej doceniłbym fabułę, gdyby bohaterowie nie mówili dziwnym dialektem, co w połączeniu z kiepskimi głośnikami nie ułatwiało nam zrozumienia o co chodzi. Pomocne okazało się streszczenie historii, które co poniektórzy przeczytali przed seansem, ale mimo wszystko przyjemność z oglądania mogłaby być dużo większa, gdyby film miał chociażby japońskie napisy (o angielskich nikt nie marzył). Jeśli lubicie samurajskie kino, gdzie więcej jest rozmów niż walk, polecam spróbować, a nuż Was nie znudzi.

Anime

Zapał opadł mi również jeśli chodzi o japońskie produkcje animowane. Zastanawiam się, czy powodem tego jest tymczasowy wstręt do języka spowodowany kolosami w tym tygodniu, czy też pogoda, która sprawia, że żyć się odechciewa (x3, jeśli jest się meteopatą). Z listy oglądanych pozycji poleciał ze świstem Fairy Tail, mimo Ayi Hirano w roli jednej z głównych bohaterek. Nudne shouneny są nudne, a temu zupełnie nie udało się mnie wciągnąć. Następna w kolejce zdaje się być Tajemnica Nogizaki ~Purezza~, które przegrywa z poprzednią serią na wszystkich frontach – zarówno jeśli chodzi o fabułę, która w kontynuacji opiera się na pełnych fanserwisu jednoodcinkowych historyjkach, jak również graficznie. Postaci pokazane z trochę większej odległości przedstawiają się strasznie pokracznie i niestarannie. Szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem takie niechlujstwo/skąpstwo twórców. Święty Kowal również przynudza, ale że w sobotę i tak mam zwykle dużo czasu, myślę że zmęczę go do końca, a nuż jeszcze wyjdzie na prostą. Na szczęście Kimi ni Todoke, Kobato. i Nyan Koi! trzymają poziom i to właśnie na nowe odcinki tych serii czekam najbardziej (chociaż ostatnio nawet obejrzenie tychże wymaga, o ironio, zmuszenia się). Sora no Otoshimono w dalszym ciągu poraża ogólną głupotą, chociaż ostatni odcinek nadgryzł poważniejszy wątek i nie wyszło to bardzo tragicznie. Sekretem do czerpania przyjemności z tego tytułu jest przede wszystkim wyłączenie myślenia, naprawdę pomaga. W Pewnym Railgunie za to widać już główny wątek bardzo wyraźnie i już właściwie od 7 odcinka zaczyna się pierwszy większy łuk z mangi. Yuri też jakby mniej, więc oglądanie jest zdecydowanie przyjemniejsze niż na początku.

Gry

Jeśli czytaliście całą poprzednią notkę zapewne pamiętacie Ninja Blade. Planowałem ukończyć tę grę dość szybko w przerwach w nauce – składała się z bodaj 10 misji, z których jedna trwała 30-40 minut, więc plan ten wydawał się prosty do realizacji. Życie jednak bardzo szybko go zweryfikowało, kiedy to okazało się, że po każdym restarcie coś kaszani się z rozdzielczością, a monitor wywala błąd “DVI OUT OF RANGE”, na który mam uczulenie po Prototype (w końcu nie udało mi się go ruszyć). Rozwiązanie problemu było na tyle proste, że nie musiałem nawet używać Googli, wystarczył zdrowy rozsądek – trzeba było przed każdym uruchomieniem usuwać plik PC Settings i po starcie gry ponownie ustawiać opcje graficzne. Błąd ten jednak na tyle mnie zirytował, że postanowiłem nie kończyć przygody Kena w Tokio opanowanym przez złe potwory. Decyzją tą niechybnie skazałem miasto na zagładę, ale na szczęście nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.

Jeśli podobał się Wam Samorost i jego kontynuacja, jesteście fanami zmarłego dawno temu gatunku przygodówek point’n'click lub po prostu lubicie historie o robotach (bardziej w klimatach powieści Asimova niż Transformersów), bezwzględnie powinniście zagrać w Machinarium. Tytuł ten, oprócz pięknej, ręcznie rysowanej grafiki i uroczego głównego bohatera (na avatarze) ma tę zaletę, zmusza gracza do myślenia i co najlepsze, w sposób logiczny. Żadnych małpich kluczy z Monkey Island, wszystkie łamigłówki da się rozwiązać zaprzęgając do pracy szare komórki. W ostateczności raz na ekran przejść można prostą minigierkę i uzyskać rozwiązanie zagadki, która nas przerasta. Jedyną wadą tej gry jest jej długość – parę godzin to niezbyt dużo, ale z drugiej strony mam wrażenie, że czas ten spędziłem lepiej niż przechodząc tryb dla jednego gracza w najnowszym Call of Duty.

.hack//Link, .hack//MMO

Jako, że layout bloga oraz inspiracja miały związek z .hackiem, uznałem że temu uniwersum należy się osobny nagłówek. Część z Was pewnie już o tym wie, ale news o rozpoczęciu produkcji nad ostatnią grą w świecie .hacka, zatytułowanej .hack//Link, był jednym z trzech powodów, dla których w ogóle kupiłem PSP. Pozostałe dwa to FF: Crisis Core i FF: Dissidia, ale mniejsza o nie.
Wracając do “Ostatniej walki w ‘The World’, jak opisuje //Linka trailer, parę dni temu pojawiła się strona, na której jest dostępnych ponad 100 screenów. Gdyby tego było mało, wczoraj pojawiły się informacje dotyczące zawartości pudełka wersji kolekcjonerskiej (mało ważne) oraz udostępnione zostało demo. Mam nadzieję, że już niedługo w nie zagram.
Chcąc ostudzić ewentualne nadzieje, //MMO wspomniane w tytule tej części notki to niestety nie zapowiedź gry, a jedynie wynurzenia fana na Siliconerze. O ile sam tekst ma niewielką wartość merytoryczną, gdyż wizja “The World” autora jest, jak określił to ktoś w komentarzach ‘zbyt meta’, to skłonić może do przemyśleń. Czy pokazany w bądź co bądź popularnym anime oraz grach MMORPG miałby szanse kiedykolwiek zaistnieć? Jak by wyglądał?
Moim zdaniem głównym czynnikiem warunkującym sukces i jedynym, który mógłby zainteresować graczy przy obecnym stanie rynku, zdominowanym przez WoWa z mniejszym lub większym powodzeniem przez Age of Conan, Aiona, Warhammera Online itp. jest wirtualna rzeczywistość. No ale jest to czynnik jakby ‘poza grą’, więc niezbyt relewantny, jeśli mowa o innowacyjnych rozwiązaniach w samej grze. Może kiedyś rozwinę temat, chociaż obawiam się raczej braku zainteresowania.

Aion

Złamałem się i wróciłem. Powodem był ten genialny filmik, prezentujący zmiany, które niedługo (oby) zostaną wprowadzone. Obecnie duża część z nich jest ponoć w developerskiej wersji gry, a na odbywających się obecnie koreańskich targach GStar 2009 poznamy prawdopodobnie bliższe szczegóły aktualizacji.
Tak więc, przedwczoraj reaktywowałem konto i wróciłem do mojego nienawidzącego Asmo z całego serca sorcerera (35 poziom). Niestety zdecydowanie wyszedłem z wprawy i po paru godzinach gry nabiłem dopiero 4/20 doświadczenia potrzebnego do level upa, a na dodatek straciłem 130/330k kinah (waluta w grze) na teleporty i zwrot expa po śmierci. Mam nadzieję, że szybko uda mi się dobić do 50 i już niedługo będę potrafił efektywnie wykorzystywać ten krótki czas, na który planuję się codziennie/co parę dni logować do gry.
Przy okazji chciałbym zaprosić wszystkich grających na serwerze Spatalos Elyosów do legionu Soul Hackers. Nie mamy co prawda zbyt wielu aktywnych członków, ale atmosfera jest bardzo miła. No i im nas więcej tym weselej. W razie czego /w Matsuki, ewentualnie użyjcie informacji kontaktowych z tej podstrony.

Na koniec, całkowicie offtopicowo chciałem zachęcić wszystkich do zapoznania się z recenzją “Księżyca w nowiu” (drugi tom sagi “Zmierzch”) autorstwa Easnadh. Dawno się tak nie ubawiłem przy czytaniu cudzej opinii na temat książki.

Ciekawostka: (by Onet)
Zwyczaj opuszczania spodni tak, aby było widać majtki, ma swoje korzenie w kulturze młodocianych gangów amerykańskich miast: brak paska w spodniach symbolizuje brak poszanowania dla prawa (policjanci zabierają ci pasek i sznurowadła, kiedy cię aresztują).

Zapytania:
licencjat nie obroniony co dalej
wojownik platformówka zmutowane Wojownik zmutowany z platformówką… Warte przemyślenia.
aion infinite gra wyłącza się Na oficjalnym serwerze ostatni patch bardzo poprawił stabilność.
blacksmith fanserwis Coś jak to?
gra mmo dla dziewczyn gdzie można kupić wszystko za darmo Będą grały aż umrą!
jak zrobić kwiatek w jezyku logo
jak zrobić z polskiej wersji devil may cry 4 angielską Cóż, można się było tego spodziewać po dodaniu do CDA polskiej wersji tej gry.
ściągniemy nawet niszczyciel tfu
kimi ni todoke manga gdzie mogę kupić? tu.
jak ułozyc obrazek z kropek i przecinków np miecz

Spokojnego weekendu
Keii

PS: Autorką avatara po raz kolejny jest Salva.